Aktualności

10-08-2019-10:00:00

30 lat... Testament – „Practice What You Preach”

Fragment okładki omawianej płyty

Podziel się na facebooku!

Mówi się, że trzecia płyta zespołu jest jego najważniejszą, a przynajmniej, jeżeli chodzi o początki kariery. Wśród wielu tuzów świata rocka i metalu ten pogląd sprawdziła się doskonale, czego przykładem mogą być Metallica, Megadeth, czy nawet Faith No More. Do tego grona można zaliczyć Testament i jego „Practice What You Preach”, który był dla amerykańskiej załogi właśnie „tym trzecim”.

Testament był już po „The Legacy” oraz świetnym „The New Order” i oczekiwania gwałtownie rosnącej rzeszy fanów były ogromne. Zespół z albumu na album robił postępy - grał coraz więcej koncertów i zyskiwał rozgłos. Wydaje się jednak, że Chuck Billy i spółka chyba się trochę spalali i wyczerpywali z energii twórczej, ponieważ jeśli chodzi o styl trzecia płyta nie jest naturalnym spadkobiercą i rozwinięciem „The New Order”. To już nie był pędzący, intensywny thrash podlany ciekawymi melodiami i nieco chaotycznymi wokalami Billy’ego. Trzeci album Testamentu zahaczał o wyrafinowany mix klasycznego thrash metalu, heavy metalowej motoryki i metalu progresywnego. W zasadzie gdyby odjąć wokale Chucka nawet zagorzali fani mieliby problem z rozpoznaniem swojej ulubionej kapeli.

Oprócz delikatnego zwolnienia tempa i zmodyfikowania swojego stylu muzycznego zespół na nowo odnalazł się lirycznie. Teksty nie traktowały już (jak u większości młodych kapel metalowych) o baba jagach, czarach, demonach i zagładzie. Polityka, zagadnienia społeczne – na tym teraz skupił się Billy. Ma sporo do powiedzenia, jak choćby o globalnym ociepleniu „Greenhouse Effect” plus tematach egzystencjonalnych.

Gdy wziąć to pod uwagę łatwiej może zrozumieć fakt, dlaczego riffy Petersona i Skolnicka wyraźnie zwolniły, jednocześnie stając się momentami cięższe („Nightmare (Coming Back To You)”) oraz bardziej techniczne („Envy Life”). Być może efekt był w pełni zamierzony, aby zrobić miejsce wokalom Chucka Billy’ego. Te stały się bardziej śpiewane i przemyślane aranżacyjnie. Ponadto właśnie na „Practice What You Preach” po raz pierwszy Chuck ujawnił drugą stronę swojego talentu wokalnego – growling.

Produkcja płyty jest, jak na ówczesne standardy thrash metalu, bardzo dobra. Nie może to dziwić, jeżeli dojrzymy we wkładce, że odpowiadał za nią Alex Perialas - jeden z najlepszych ludzi w tym biznesie. Album rejestrowano w Fantasy Studios, w słonecznej Kalifornii. Gitary ładnie dołują, wokale wybrzmiewają w pełni, ale to bas jest tym instrumentem, który szczególnie zyskał na trzeciej płycie. Greg Christian brzmi bardzo wyraźnie i soczyście. Lubię, gdy gitara basowa nie jest traktowana po macoszemu w metalu i tutaj „Practice What You Preach” bardzo zyskuje w moich uszach. In minus odbieram bębny, za którymi zasiadł ponownie Louie Clemente. Brak przejść, mała różnorodność w grze na talerzach i szczątkowa podwójna stopa. Tego pana definitywnie było stać na więcej. Gdyby się dokładniej wsłuchać, uważne ucho wyłowi, że na albumie są całkiem fajne chórki. Co ciekawe zapewnia je kilku kumpli samego zespołu. Wśród czterech nazwisk znajdziemy jedno swojsko brzmiące, niejakiego Bogusia Jabłońskiego.

„Practice What You Preach” był promowany aż 3 singlami. Utwór tytułowy został wydany w 1989 roku, a w następnym ujrzeliśmy „Greenhouse Effect” oraz „The Ballad” – bardzo zręczny numer, w którym mamy zarówno balladowe granie, jak i klasyczne testamentowe łojenie. Wszystkie single zostały przyjęte ciepło, tak jak sam album. Po raz pierwszy w swojej młodej jeszcze historii Testament był notowany w pierwszej setce prestiżowej listy Billboard 200. Już w miesiąc po premierze utwór tytułowy znalazł się na 77. miejscu zestawienia i utrzymał się na tej pozycji aż dwanaście tygodni. To bardzo dobry wynik.

Na płycie tego nie słychać, ale wystarczy rzut oka na wkładkę i widzimy, że 10 zawartych na płycie numerów to aż 46 minut muzyki. Piosenki są wyraźnie dłuższe, niż na poprzednich albumach, jak np. trwający 6 minut „The Ballad” czy długi na 5:26 min. „Time is Coming”. Dla równowagi mamy także krótki, ale doskonały „Nightmare (Coming Back to You)”. Okładka płyty (autorstwa Williama Bensona) nie zachwyca, a nawet może uchodzić za przykład na powiedzenie „nie ocenia się książki po okładce”. Ot jakieś postacie stojące na spękanej ziemi i chyba (sądząc po ich rozpostartych ramionach) czekające na deszcz z gęstniejących nad ich głowami chmur. Nic specjalnego.

Ciepło przyjęty przez fanów oraz krytyków album pozwolił Testamentowi na odbycie trwającej miesiąc trasy po USA. Thrashmetalowcom z Bay Area towarzyszyły na niej kanadyjski Annihilator oraz Wrathchild America. Ponadto Billy z kolegami zagrali także z mistrzami crossoveru, Nuclear Assault i technikami z „Voivod”. Ale Europa także kochała już Testament i w 1990 roku kapela zagrała w Wielkiej Brytanii (z Xentrix) oraz w Niemczech (z Mortal Sin). To nie był koniec koncertowania – pierwsza w historii zespołu wizyta w Japonii i kolejna trasa, tym razem 2-miesięczna, po USA (m.in. z Savatage).

Utwór tytułowy płyty dzięki intensywnemu promowaniu na MTV błyskawicznie stał się wielkim hitem i to wręcz komercyjnym. Po dziś dzień jest najczęściej wykonywanym numerem kapeli w historii jej występów na żywo – fani słyszeli „PWYP” ponad 800 razy! Również świetny „The Ballad” często gościł na antenie tej legendarnej stacji i zbierał dla Testament rzeszę nowych fanów, zachwyconych delikatniejszym obliczem zespołu. Po latach wypracowywania swojego stylu śmiało można powiedzieć, że Testament ma w swoim arsenale chyba najlepsze ballady, jeżeli chodzi o zespoły thrash metalowe. „Practice What You Preach” w ciągu zaledwie 3 lat od wydania sprzedał się w niemal pół miliona egzemplarzach (dokładnie 450 tys.) i to w samych Stanach Zjednoczonych!

„PWYP” na pewno nie jest moim ulubionym albumem w dyskografii Testamentu. Na podium już siedzą „The Gathering”, „Demonic” i „The New Order”. Ale oczywiście nie znaczy to, że ta płyta jest nieudana – nic z tych rzeczy. To naprawdę przyzwoicie zagrany thrash metal, być może ciut odchudzony z agresji, jak na gusta fanów Slayera, ale za to taki, który pasowałby wielbicielom Metalliki. Podobne tempa, równie chwytliwe melodie i doskonałe, choć różniące się stylistycznie wokale to punkty styczne tych świetnych kapel.

Co ważne, z „Practice What You Preach” zadowoleni są sami członkowie zespołu, bo niby czemu nie? Utwór tytułowy i „The Ballad” – jedne z najbardziej znanych numerów Testamentu. Pierwsze przebicie setki w rankingu Billboard 200, 3 udane i świetnie przyjęte single i duży sukces komercyjny (w tym duża sprzedaż płyty, ale także biletów na koncerty) – to wszystko sprawiło, że trzeci album mistrzów ciężkiego grania z Bay Area po dziś dzień jest zaliczany do kamieni milowych thrash.

Tracklista:

  • Practice What You Preach

  • Perilous Nation

  • Envy Life

  • Time is Coming

  • Blessed in Contempt

  • Greenhouse Effect

  • Sins of Omission

  • The Ballad

  • Nightmare (Coming Back to You)

  • Confusion Fusion

źródło: Maciej Chrościelewski / koncertomania.pl
10-08-2019-10:00:00

Podziel się na facebooku!

TAGI: Testament

newsy.