Recenzja

11-03-2019-19:37:45

Limboski - Poliamoria

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Ocena:

O Michale Augustyniaku (bo tak nazywa się Limboski) nie można powiedzieć, że jest gwiazdą. Ale na pewno jest na doskonałej drodze, aby nią zostać i co ważniejsze, nie jakimś celebrycko-popowym błaznem, ale takim naszym małym miksem kilku muzyków, od Boba Dylana po Merle Hagggarda. A wszystko dzięki płycie, „Poliamoria”.

Pierwsze, co zwraca uwagę po odpaleniu „Poliamorii” to niesamowicie klimatyczny wokal Augustyniaka – facet operuje w tonach gwiazdorów amerykańskiej sceny muzycznej lat 50’/60’ ubiegłego wieku. Na dodatek wie, jak robić z niego użytek.

Słychać to w otwierającym album utworze „Pogrzeb mnie”. Jednocześnie pierwszy numer daje nam dyskretnie znać, jaka będzie mniej więcej zawartość pozostałej porcji muzy zawartej na „Poliamorii” – klimatyczny old school’owy, zakurzony czasem i brzmieniem instrumentów miks rocka, bluesa, bluegrassu, a nawet jazzu. Aha, zapomniałbym o dosłownie odrobinie country.

Jakby tego było mało, to Limboski dorzuca nam mocno znajome klimaty rodem z najlepszych czasów polskiego big beata (ach ten czar PRL-u). Przykładem takich jest świetny i rozedrgany dźwiękowo „W Naszym Małym Dziwnym Mieście”. Tutaj uszy słuchaczy wyłowią przyjemne chórki ubrane w żywe rytmy.

„Poliamoria” jest napakowana szalenie ciekawie napisanymi tekstami. Widać, że Michał Augustyniak długo nad nimi pracował, a one same wymagają, aby słuchacz mocno skupił się na samych utworach, co chyba Limboskiemu udało się doskonale.

„Poliamoria” brzmi doskonale także dzięki wykorzystanemu instrumentarium. Pełna klasyka w postaci „żywych” gitar, jak i świetnie współpracującej ze sobą sekcji rytmicznej dopełniają organicznego sznytu tego albumu – naprawdę brzmi, jakby powstał w najlepszych latach gatunku.

W klimat wieczoru przy szklaneczce whisky świetnie wprawia nastrojowa, czysto amerykańska nuta, w postaci relaksującego „Nie idź tam” – numer mógłby być muzycznym finałem niejednego westernu, gdzie leciałby jako tło dla sceny uwieczniającej odjeżdżającego w siną dal kowboja, którego zakurzony kapelusz odbija refleksy zachodzącego słońca. Ten numer ocieka klimatem.

Na „Poliamorii” są też mniej skomplikowane utwory, co nie znaczy, że złe. Przykładem takiego może być „Tu na dole”, gdzie sznyt całej piosence nadaje pianino wprost zachęcające do szczerego i niepohamowanego tańcowania.

„Poliamoria” jest czymś, czego brakowało na polskiej scenie muzycznej, tak samo jak wokalnych klimatów, w jakich operuje niewątpliwie utalentowany Limboski. Jestem jak najbardziej na tak!


Lista utworów:

  1. 1. Pogrzeb Mnie00:01:50
  2. 2. W Naszym Małym Dziwnym Mieście00:04:41
  3. 3. Czarne Bramy00:04:32
  4. 4. W Moją Stronę00:05:52
  5. 5. Sunie00:05:20
  6. 6. Melancholia00:03:12
  7. 7. Serce Gołębie00:04:14
  8. 8. Nie Idź Tam00:05:22
  9. 9. Księżyc Płonie00:04:39
  10. 10. Z Fantazją00:04:12
  11. 11. Tu Na Dole00:05:54

autor: Maciej Chrościelewski / koncertomania.pl

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

TAGI: Limboski