Aktualności

27-03-2019-17:57:00

25 lat... Queen – „Queen II”

Fragment okładki omawianej płyty

Podziel się na facebooku!

W przypadku zespołów cieszących się statusem legendy, w obliczu obfitości albumów i przebojów uznanych za kultowe, łatwo zapomnieć o początkach i o prostym fakcie, że nawet taki zespół jak Queen, musiał kiedyś zacząć jako zespół mało znany. Artyści głodni sukcesu często tworzą znakomitą muzykę, niekoniecznie cechującą się potencjałem komercyjnym. Jej niszowość przyciąga wąskie grono fanów, częstokroć przeżywające głębokie rozczarowanie, gdy zespołowi udaje się wybić.

Muzyka ambitna ustępuje tej bardziej przystępnej radiu, a małe kluby ustępują arenom i stadionom. Zanim zaczęły dziać się te wszystkie „Bohemiany” i eksperymenty z popem, Queen był zespołem na wskroś hardrockowym, chociaż od samego początku nie bojącego się „zbaczać ze ścieżki”. „Queen II”, drugi album grupy, który obchodzi właśnie swoje 45-te urodziny, to najlepszy tego przykład.

Utwory były pisane na długo przed formalnym rozpoczęciem prac nad albumem i przechodziły przez rozliczne metamorfozy. Przykładowo, „Procession”, „Father to Son”, „White Queen (As It Began)” i „Ogre Battle” miały premiery na koncertach w latach 1969-1972, ale zespół postanowił nie nagrywać ich dopóki nie będą czuć się wystarczająco pewnie w studiu. „See What a Fool I’ve Been”, utwór który nie znalazł się na „Queen II”, ale został umieszczony na stronie B singla „Seven Seas of Rhye” to odrzut z czasów zespołu Smile, w których grali Brian May i Roger Taylor, zanim powstał Queen. Pierwotna wersja „Seven Seas or Rhye” była dłuższa, ale ponieważ singiel „Keep Yourself Alive” z poprzedniego albumu nie odniósł spodziewanego sukcesu, zespół uznał, że kolejny singiel nie musi zawierać długiego gitarowego intra. Z kolei fragmenty „The Prophet’s Song” powstały podczas sesji do „Queen II”, ale ostatecznie piosenka ukazała się na „A Night at the Opera”.

Queen widział pierwotnie na stołku producenta samego Davida Bowie, ten jednak musiał odmówić z powodu innych zobowiązań. Ostatecznie obowiązkami producenta zespół podzielił się z Ray’em Thomasem Bakerem i Robiemn Geoffrey’em Cablem. Inżynierem dźwięku był Mike Stone. Nagrania odbyły się w Trident Studios i Langham 1 Studios i trwały zaledwie miesiąc – cały materiał zarejestrowano w sierpniu 1973 roku.

„Queen II” ukazał się jednak dopiero 8 marca 1974 roku nakładem EMI Records w Wielkiej Brytanii i Elektra Records w Stanach Zjednoczonych. Opóźnienie premiery wynikało z rozlicznych problemów, w tym faktu, że pierwszy album ukazał się niedługo wcześniej i wytwórnia nie chciała wydawać kolejnego tak szybko po premierze debiutanckiego „Queen”.

Płyta odniosła nadspodziewanie duży sukces komercyjny jak na drugi album – dotarła do piątego miejsca na liście sprzedaży w UK. Opinie krytyków na początku były mieszane. Nie każdy recenzent rozumiał skłonności do odważnych eksperymentów stylistycznych i brzmieniowych, które na tym albumie wyjątkowo zakwitły. Do dziś album ten pozostaje jednym z mniej znanych płyt Queen, chociaż dla wiernych fanów ma status kultowego.

Podejmując się karkołomnego zadania odpowiedzi na pytanie, jakie style muzyczne słychać na „Queen II”, można by odpowiedzieć, że grupa umiejętnie połączyła tu style takie jak art rock, hard rock, glam rock, a nawet heavy metal. Ta odpowiedź jednak spłyca bogactwo muzycznych uniesień, na które pozwoliła sobie na swoim drugim wystąpieniu „Królowa”. Był to krok milowy w dynamicznie rozwijającej się karierze zespołu, ponieważ to pierwszy album zawierający charakterystyczne dla późniejszego Queen elementy brzmienia i produkcji – wielowarstwowe ścieżki, harmonie wokalne, mieszane style muzyczne.

Opisując zawartość muzyczną zacząć należy od tego, że w wydanie winylowym i kasetowym nadano różne nazwy poszczególnym stronom: „Side White” i „Side Black”. Każda była odpowiednio reprezentowana graficznie, dzięki ilustracjom przedstawiającym zespół ubrany w odpowiadającym nazwie kolorze. Biała strona zawierała bardziej klasyczne piosenki utrzymane w stylistyce rockowej, o emocjonalnych tekstach. Aż cztery spośród nich napisane były przez Briana Maya, z którym Freddie uczciwie dzielił się obowiązkami wokalisty. Strona czarna to niemal zupełnie inny album. Wszystkie piosenki są skompowane przez Mercury’ego, który akompaniował sobie na pianinie lub klawesynie. Tutaj Freddie folgował swoim fascynacjom światami fantazji.

Album otwiera krótkie instrumentalne intro nazwane „Procession”. Chodzi o procesję marszu pogrzebowego, ale utwór szybko przeobraża się w typową dla Maya erupcję nachodzących na siebie wielu ścieżek gitarowych.

„Father to Son” to złożona kompozycja utrzymana w stylistyce klasycznego rocka, zawierająca riffy wybitnie metalowe, ale też cechująca się wyrafinowanymi zmianami nastroju i dynamiki. Autor utworu, Brian May, oprócz kolejnego wielościeżkowego popisu gitarowego, zagrał także melodyjną partię na pianinie. Z kolei basista John Deacon zagrał także na gitarze akustycznej. Queen wykonywał ten utwór na początkowych koncertach promujących album, ale po jakimś czasie przestał.

„White Queen (As It Began)” to kolejna złożona kompozycja Maya, w której elementy balladowe przeplatają się z bardziej ostro brzmiącymi segmentami. Do napisania utworu zainspirowała autora książka „The White Goddess” Roberta Gravesa oraz niespełniona miłość ze studiów. May zaśpiewał także wszystkie wokale na „Some Day One Day”, a dołożył do nich trzy sola gitarowe rozbrzmiewające jednocześnie w końcówce utworu. Normalnie byłyby to partie harmoniczne, ale tutaj słychać rzadki zabieg w postaci nachodzących na siebie trzech zupełnie różnych solówek. Z kolei „The Loser in the End” to kompozycja Taylora, którą autor także samodzielnie zaśpiewał.

Stronę „czarną” otwiera “Ogre Battle” – kompozycja, którą Freddie napisał na gitarze. Co ciekawe, była to jedna z pierwszych piosenek napisanych przez Queen i wykonywanych na koncertach. Tutaj zaczynają się na dobre eksperymenty stylistycznie i brzmieniowe, o czym świadczą choćby odgłosy imitujące dźwięki, jakie wydają ogry – ich nagraniami zajął się Freddie. Pojawiają się także efekty dźwiękowe symulujące bitwę ogrów. Za wysokie harmonie wokalne w końcówce utwory odpowiada zaś Taylor. Intro do utworu to także jego outro, ale puszczone od tyłu – z charakterystycznym, narastającym dźwiękiem wybrzmiewającego gonga.

Obraz „The Fairy Feller’s Master-Stroke” namalowany przez Richarda Dadda zainspirowanego Freddiego do napisania utworu pod tym samym tytułem. Mercury zobaczył dzieło w Tate Gallery w Londynie. Autor zagrał w tym utworze zarówno na pianinie, jak i klawesynie, z kolei producent Roy Thomas Baker zagrał na kastanietach. Zespół dużo bawił się tu możliwościami dźwięku stereofonicznego, co stało się jednym z sygnaturowych elementów jego brzmienia. Tekst piosenki nawiązuje nie tylko do obrazu, ale także do towarzyszącego mu wiersza autorstwa Dadda. Niektóre wersje albumu zawierały rozkładany plakat z reprodukcją obrazu. Utwór był wykonywany zaledwie kilka razy na trasie promującej „Queen II”. Płynnie z dwoma poprzednimi utworami łączy się „Nevermore”, tworząc pewnego rodzaju zamkniętą całość – swoisty medley. Samo „Nevermore” to krótka ballada napisana przez Freddiego na temat uczuć towarzyszących złamanemu sercu.

Kolejny jest jeden z najdłuższych i najbardziej wyrafinowanych muzycznie utworów Queen - „The March of the Black Queen”. Zawiera sekcje polirytmiczne - zabieg rzadko stosowany w muzyce popularnej. Jest to jeden z ulubionych utworów najbardziej zagorzałych fanów. Całość nigdy nie została zagrana przez zespół na żywo, grywali jedynie szybką partię, jako część medley’a w latach 70-tych.

Podobnie nigdy na żywo nie było grane „Funny How Love Is” – utwór, który powstał w całości w studiu nagraniowym. Posłużono się przy nim techniką „ściany dźwięku” – czyli zmian tonacji w trakcie trwania utworu. Zespół nie podjął się nigdy wyzwania zagrania na żywo tej piosenki prawdopodobnie ze względu na ekstremalnie wysokie partie wokalne, które byłyby trudne do odtworzenia na żywo.

„Seven Seas of Rhye” to rzecz zasygnalizowana już na debiutanckim albumie, ale wersja finalna z „Queen II” różni się od niej znacząco. Był to pierwszy singiel Queen, który odniósł sukces komercyjny, osiągając dziesiąte miejsce na liście przebojów w Wielkiej Brytanii. Jeden z koncertowych faworytów.

Słynne zdjęcie z okładki autorstwa Micka Rocka, przedstawiające zespół w charakterystycznym ułożeniu, często wykorzystywane było później w różnych etapach kariery zespołu, nawet w teledyskach do „Bohemian Rhapsody” i „One Vision”. Zespół już zdawał sobie wtedy sprawę, że okładka albumu muzycznego jest ważna, bo może przykuć wzrok na półce sklepowej. Zdjęcie zostało zainspirowane fotografią Marleny Dietrich z filmu „Shanghai Express”.

„Queen II” mimo początkowego niezrozumienia, po latach stał się bardzo docenionym albumem. Najlepiej podsumował jego istotę Billy Corgan ze Smashing Pumpkins w wywiadzie z „Melody Maker” w 1993 roku opowiadając o płytach, które odmieniły jego życie: Ten album jest tak przegięty, ma tak wiele ścieżek wokalnych i gitarowych – totalne przeładowanie Queen. Ja to uwielbiałem. Uwielbiałem te fajne, dziwne, dwuznaczne piosenki o seksualności Freddiego i sposób, w jaki przechodzi z ciężkich brzmień w piękne ballady.


Tracklista:

1. „Procession”

2. „Father to Son”

3. „White Queen (As It Began)”

4. „Some Day One Day”

5. „The Loser in the End”

6. „Ogre Battle”

7. „The Fairy Feller’s Master-Stroke”

8. „Nevermore”

9. „The March of the Black Queen”

10. „Funny How Love Is”

11. „Seven Seas of Rhye”

źródło: Tymoteusz Kociński / Koncertomania.pl
27-03-2019-17:57:00

Podziel się na facebooku!

TAGI: Queen

newsy.