Aktualności
19-10-2009-03:01:51
Dead By Sunrise - "Out of Ashes"
Mroczny i erotyczny. Takimi epitetami Chester Bennington określał debiutancką płytę swego nowego zespołu, Dead By Sunrise. Przyznam, że po takim opisie spodziewałam się czegoś na wzór H.I.M. Jak się okazało, z Finami grupę łączy tylko zamiłowanie do ballad.
Tak dla uściślenia, Bennington to frontman formacji Linkin Park, acz stylistycznych zbieżności nie należy się spodziewać. Jedyne, co przywodzi skojarzenia z twórcami przeboju "In the End" to śpiew - bardzo emocjonalny, czasem wręcz natchniony.
Co się natomiast tyczy zapowiedzi, przez erotyczne nasz drogi Chester miał zapewne na myśli "pościelówy", których na krążku jest w bród. Na 12 kompozycji aż 5 i pół ("Into You" ma mocniejsze fragmenty) nadaje się do przytulania tudzież scen bolesnych rozstań zakochanych nastolatków w amerykańskich serialach. Obok tych mocno przewidywalnych ballad mamy całkiem zgrabne, energiczne kawałki. Lżejsze niż te, które znamy z płyt Linkin Park, ale i bardziej zróżnicowane. Czeka nas punkowe (w rozumieniu amerykańskiego punku) "Inside of Me", skoczne "My Suffering" z wściekle wydzierającym się wokalistą, również surowe, bardzo udane "Condemned" czy mocno chwytliwe, wciągające monotonnym rytmem, lekko przybrudzone i zniekształcone "End of the World". Nie można też zapominać o naprawdę przebojowym singlu, "Crawl Back In".
Przyznam szczerze, że mroku się na "Out of Ashes" nie doszukałam, ale niewykluczone, że gdybym była połowę młodsza, po sesji z Dead By Sunrise, byłabym posępna niczym Bella z "Sagi: Zmierzch".
W szybszych numerach chłopcy są naprawdę nieźli. Kompozycje wpadają w ucho, z jednej strony są energiczne, gitarowe (pojawiają się nawet oldschoolowe solówki), z drugiej urozmaicone aranżacyjnie (sporo zabawy klawiszami). Nic nadzwyczajnego, nic odkrywczego, bywa czasem naiwnie, ale dzieciaki będą mieć z tej płyty sporo radości.
Co się natomiast tyczy zapowiedzi, przez erotyczne nasz drogi Chester miał zapewne na myśli "pościelówy", których na krążku jest w bród. Na 12 kompozycji aż 5 i pół ("Into You" ma mocniejsze fragmenty) nadaje się do przytulania tudzież scen bolesnych rozstań zakochanych nastolatków w amerykańskich serialach. Obok tych mocno przewidywalnych ballad mamy całkiem zgrabne, energiczne kawałki. Lżejsze niż te, które znamy z płyt Linkin Park, ale i bardziej zróżnicowane. Czeka nas punkowe (w rozumieniu amerykańskiego punku) "Inside of Me", skoczne "My Suffering" z wściekle wydzierającym się wokalistą, również surowe, bardzo udane "Condemned" czy mocno chwytliwe, wciągające monotonnym rytmem, lekko przybrudzone i zniekształcone "End of the World". Nie można też zapominać o naprawdę przebojowym singlu, "Crawl Back In".
Przyznam szczerze, że mroku się na "Out of Ashes" nie doszukałam, ale niewykluczone, że gdybym była połowę młodsza, po sesji z Dead By Sunrise, byłabym posępna niczym Bella z "Sagi: Zmierzch".
W szybszych numerach chłopcy są naprawdę nieźli. Kompozycje wpadają w ucho, z jednej strony są energiczne, gitarowe (pojawiają się nawet oldschoolowe solówki), z drugiej urozmaicone aranżacyjnie (sporo zabawy klawiszami). Nic nadzwyczajnego, nic odkrywczego, bywa czasem naiwnie, ale dzieciaki będą mieć z tej płyty sporo radości.
Aktualności










