Aktualności

30-01-2010-16:28:23

Dommin - "Love Is Gone"

Udostępnij! Tweetnij!

Połączenie stylu Type O Negative i Elvisa Presleya wydaje się niemożliwe. Tymczasem zespół Dommin poradził sobie z tym karkołomnym zadaniem zaskakująco dobrze.
Debiut formacji, "Love Is Gone", zasługuje na uwagę chociażby z racji na wspomniany muzyczny mariaż. I nie jest to jakaś naciągana teza. Przewodzący grupie Kristofer Dommin otwarcie przyznaje się do fascynacji zarówno dokonaniami Type O Negative, jak i piosenkami z lat 50. u 60. Uwielbia też rockabilly. Na płycie wybrzmiewają więc ociekające gotyckimi klawiszami ciężkie dźwięki zgrabnie przeplecione rockandrollową energią. Do Króla nawiązuje też gardłowa maniera wokalna frontmana. Nie jest to jednak coś egzaltowanego, co wywoływałoby śmiech czy rozdrażnienie, a jedynie ciekawy ozdobnik, którego Kris nie nadużywa.

Dobrze wiadomo, że nawet najlepsze pomysły i najbardziej odważne posunięcia artystyczne zdają się na nic, gdy brakuje melodii. Na szczęście i z tym Dommin radzi sobie nieźle. "New", "Tonight" Odstające od całości, delikatne "Honestly" z miejsca wpadają w ucho. Powyższe utwory sprawdziłby się świetnie na ścieżce dźwiękowej do kolejnego wampirycznego filmu dla nastolatków. Jest bowiem w muzyce formacji coś mrocznego a zarazem romantycznego. Pewnie wiele osób pomyśli w tej chwili o Finach z HIM i nie będzie to zupełnie niedorzeczne. Szczególnie ballady, jak chociażby dramatyczna "Closure", mogą kojarzyć się z twórczością autorów przeboju "Join Me". Ponadto, Dommin podobnie jak Ville Valo śpiewa o miłości i związkach, i nie są to bynajmniej teksty o motylach w brzuchu i czułych pocałunkach. Zresztą, tytuł "Love Is Gone" mówi sam za siebie. Proszę się jednak nie bać. Dommin nie zadręcza cierpiętniczymi kawałkami i dla równowagi serwuje chociażby knajpiane i zadziorne "Dark Holiday" czy gitarowe "One Feeling".

Z płytą "Love Is Gone" jest tak naprawdę jeden problem. To, co początkowo zachwyca, jako błyskotliwy muzyczny flirt, po 10 numerach zmienia się w powielany schemat (na całość składa się 15 piosenek). Słucha się tego znakomicie, ale do fantastycznego szkieletu, który zbudował Kris przydałoby się nieco urozmaicenia. Wyobraźni artyście nie sposób odmówić, miejmy więc nadzieję, że na drugiej płycie będzie jeszcze bardziej brawurowo.

Udostępnij! Tweetnij!

TAGI: