Aktualności

14-06-2011-12:32:00

Bryan Adams - "Bare Bones"

Udostępnij! Tweetnij!

Chłopak z gitarą, byłby dla mnie parą. Pod warunkiem jednak, że tym chłopakiem byłby Bryan Adams.
Wydawnictwa akustyczne to doskonały test dla twórcy. Obdarte ze studyjnych sztuczek, pozbawione upiększających aranżacji, gościnnych popisów utwory pokazują talent kompozytora czy też jego bark. Często okazuje się, że król jest nagi. Ale nie Bryan. Powiem więcej, w przypadku przebojów Adamsa, przedstawienie ich w bardziej stonowanych wersjach działa często na ich korzyść. Weźmy szlagierowe "(Everything I Do) I Do It for You". Dla wielu to ckliwa pościelówa, przytulaniec ze szkolnych/wakacyjnych dyskotek. Kiedy jednak słuchamy skromnej, wręcz ascetycznej interpretacji, zdajemy sobie sprawę, że to naprawdę piękna piosenka. "You've Been a Friend to Me" przypomina hity Bruce'a Springsteena, "The Only Thing That Looks Good on Me Is You" przywołuje skojarzenia z U2, "Summer of '69" niezmienne ma rockowy wykop, a "It's Only Love" jest po prostu wspaniałe.

- No dobrze, ale przecież tan pan już nagrał akustyczną płytę - powie ktoś. Owszem, zgadza się. "Bare Bones" to jednak dzieło zupełnie inne niż "MTV Unplugged". Na krążku z 1997 roku również było bez prądu, ale utwory były fikuśnie zaaranżowane. A to smyki, albo jakieś fleciki. Na nowym albumie, zgodnie z tytułem, mamy nagrania obrane "do nagich kości". Tylko chłopiec z gitarą i czasem kolega za fortepianem. Tym samym nowe wersje są bardziej bezpośrednie, mocniejsze jeśli chodzi o ekspresję i bardzo często po prostu znakomite. Nie gorsze są zapowiedzi między kawałkami, gdzie Bryan prezentuje się jako ciepły, uroczy, bardzo zabawny facet (świetna historyjka z Williem Nelsonem i "Heaven" na You Tube).

"Bare Bones" to płyta, w której bardzo łatwo się zakochać. Trochę sentymentalna, wypełniona ślicznymi melodiami, zaśpiewana szerze, od serca, pełnym emocji, zachrypniętym głosem. It's only love - and that's all.

Udostępnij! Tweetnij!

TAGI: