Aktualności

07-09-2011-17:14:39

Primus - "Green Naugahyde"

Udostępnij! Tweetnij!

Po dwunastu latach przerwy Primus wciąż umie dobrze bawić i wspaniale grać. Aczkolwiek nie robi to już tak dużego wrażenia, jak kiedyś. Przynajmniej na początku.
Tuzin lat minęło od głośno komentowanego (z uwagi na znanych gości) i naprawdę niezłego "Antipop". Lecz Les Claypool nie dokonał w swej sztuce zaskakującej wolty i jego Primusa każdy fan zidentyfikuje po kilkunastu sekundach. Plumkający, wysunięty bas, dość gęste bębny, do tego Larry LaLonde ciekawie pykający w tle, a czasami miotający soczystym, ostrym riffem, który stworzył, miksując inspiracje Hendriksem i Led Zeppelin. No i ten głos Lesa, jakby śpiewał mając zaciśnięty na nosie spinacz do suszenia bielizny.

Mamy wszystko, co znamy i za co pokochaliśmy zespół. A nawet więcej, bo ponownie w składzie jest pierwszy bębniarz Jay Lane, który powrócił na łono Primusa po blisko ćwierćwieczu. Są też, i to w ilości zaskakująco wcale niemałej, mroczne, klimatyczne rysunki dźwiękowe, spotęgowane przez ponuro piłującą wiolonczelę, choćby w "Jilly's On Smack". Jest spora dawka groteski, sygnalizacja, że Primus to jednak wariactwo, zabawa, puszczanie oka, śpiewanie o łososiach, wiewiórkach, do tego czasem w odpustowych kolorach.

Les podkreśla, że "Green Naugahyde" kojarzy mu się z "Frizzle Fry". Ale nie dostrzegam na siódmej płycie Primusa kandydatów na dorównanie takim numerom, jak "Too Many Puppies" albo "John The Fisherman". Przynajmniej na razie. Z tą kapelą zawsze jest bowiem tak, że jej płyty mają dłuższy czas leżakowania w głowie i docenia się je niekoniecznie po pierwszych paru przesłuchaniach. A wręcz coś takiego dzieję się niezwykle rzadko.

Niby moje uszy nie wyłapały magicznego błysku, lecz nie wykluczam, że za jakiś czas tak się może stać, że gdzieś on tam jest i zabłyśnie tylko przed cierpliwymi. Na razie "Green Naugahyde" to udany powrót, przed którym nie padam na kolana, jak choćby przed genialnym "Tales From The Punchbowl". To niezmiennie muzyka jak najbardziej poważna, dla tych, którzy niekoniecznie biorą wszystko na serio, za to lubią sycić uszy klasowymi instrumentalnymi popisami. A ja to lubię i do sycenia się Primusem zachęcam.

Udostępnij! Tweetnij!

TAGI: