Aktualności
12-01-2012-21:56:27
Guided By Voices - "Let's Go Eat The Factory"
Odpoczęli od siebie ponad siedem lat, a potem nagrali płytę, która jest jak ściąga z paru dekad historii rocka. Słychać i czuć, że Guided By Voices w tym przedmiocie są naprawdę świetni.
Guided By Voices powrócili w składzie ze swoich najlepszych, najbardziej obfitych w sukcesy lat. Dzięki odpoczynkowi wróciła odpowiednia chemia i nastąpiło odświeżenie formuły, a muzycy są niczym kameleony. Amerykanie nie tylko z lekkością zmieniają różne odcienie indie rocka, lecz również często wychodzą poza brudne, garażowe, gitarowe granie.
Z naprawdę dużą przyjemnością słucha się tych 21 piosenek, które trwają niewiele ponad 40 minut. Satysfakcję największą przeżyją ci, którzy mają gust muzyczny rozciągnięty szeroko. Dla których nie jest problemem pochłonąć za jednym zamachem klasyczny gitarowy rock, pokroju The Who, garażowe, punkowe i postpunkowe granie, sielskie pioseneczki z fujarką i gitarą akustyczną albo dość posępne i podniosłe kompozycje, które można by z powodzeniem wsadzić na album Brendana Perry'ego ("Hang Mr. Kite"). Proszę mi wierzyć, ten porównawczy opis można by ciągnąć dalej, bo Guided By Voices na "Let's Go Eat The Factory" zademonstrowali przekonująco, że gitarowa muzyka niejedno ma oblicze.
Emanuje z tej płyty szczerość, lekkość, nie ma się wrażenia, że cokolwiek było wymuszone. Brzmienie może nie jest tak surowe i oldschoolowe, jak dawniej, lecz daleko mu do wypolerowanych komputerowo współczesnych standardów. Czuć, że muzykom Guided By Voices znów świetnie się współpracuje i wena jest po ich stronie. Dowodem na to niech będzie fakt, że Amerykanie zapowiedzieli premierę kolejnego krążka na... maj 2012, czyli cztery miesiące po premierze omawianego albumu numer 16. Już nie mogę się doczekać.
Z naprawdę dużą przyjemnością słucha się tych 21 piosenek, które trwają niewiele ponad 40 minut. Satysfakcję największą przeżyją ci, którzy mają gust muzyczny rozciągnięty szeroko. Dla których nie jest problemem pochłonąć za jednym zamachem klasyczny gitarowy rock, pokroju The Who, garażowe, punkowe i postpunkowe granie, sielskie pioseneczki z fujarką i gitarą akustyczną albo dość posępne i podniosłe kompozycje, które można by z powodzeniem wsadzić na album Brendana Perry'ego ("Hang Mr. Kite"). Proszę mi wierzyć, ten porównawczy opis można by ciągnąć dalej, bo Guided By Voices na "Let's Go Eat The Factory" zademonstrowali przekonująco, że gitarowa muzyka niejedno ma oblicze.
Emanuje z tej płyty szczerość, lekkość, nie ma się wrażenia, że cokolwiek było wymuszone. Brzmienie może nie jest tak surowe i oldschoolowe, jak dawniej, lecz daleko mu do wypolerowanych komputerowo współczesnych standardów. Czuć, że muzykom Guided By Voices znów świetnie się współpracuje i wena jest po ich stronie. Dowodem na to niech będzie fakt, że Amerykanie zapowiedzieli premierę kolejnego krążka na... maj 2012, czyli cztery miesiące po premierze omawianego albumu numer 16. Już nie mogę się doczekać.
Aktualności










