Aktualności
18-03-2012-08:04:20
Estelle - "All of Me"
Miałem się już na Estelle śmiertelnie obrazić za to, że swój trzeci album przekładała od blisko półtora roku tak często, iż sam pogubiłem się w kolejnych terminach. Wiadomo bowiem, że im dłużej się czeka, tym oczekiwania rosną, ale następuje punkt krytyczny, po którym entuzjazm opada i chcemy już tylko po prostu dostać daną płytę, mieć to za sobą.
Focha jednak nie będzie, oficjalnie wycofuję się z tych głupich myśli. Okazuje się bowiem, że Estelle wcale nie oszukiwała deklarując, iż opóźnienia wynikają tylko z tego, że zwyczajnie chce oddać w ręce słuchaczy album kompletny, w pełni satysfakcjonujący tak ją, jak i nas. Dostaliśmy zestaw piętnastu kawałków, które jak najbardziej pasują do pomysłu Estelle na muzykę. Ma być hiphopowo, soulowo i popowo w jednym. Do zabawy, do relaksu i do przemyślenia. Z jednej strony nowocześnie, ale również ze smakiem, szacunkiem do korzeni czarnej muzyki. Co istotne, zaśpiewane rewelacyjnie i z niegłupimi tekstami. Słychać wyraźnie, że nie były one pisane na kolanie, tylko starannie, precyzyjnie wypracowane. Dzięki temu dostaliśmy chyba najlepszą dotąd solówkę Estelle. Z kilkoma hitami ("Break My Heart" z Rickiem Rossem to szlagier najczystszej wody), kilkoma miłymi przytulańcami i ogólnie bardzo miłym klimatem. Słychać co prawda, że album przygotowywano przede wszystkim na rynek amerykański, ale na szczęście nie przeniosło się to na jego rozmiękczenie, nie usłyszymy też bezdusznego R&B-dance znanego z ostatnich wydawnictw Kelis czy Kelly Rowland. Estelle jest sobą, ma swój pomysł na muzykę i można jej tylko przyklasnąć. Klasa!
Aktualności










