Aktualności

04-10-2012-16:10:39

Muse - "The 2nd Law"

Udostępnij! Tweetnij!

Podobno od przybytku głowa nie boli. Cóż, boli.
Zespół Muse mnie zaskoczył i to pozytywnie. Ani nie uległ symfoniczno-queenowym ciągotom, ani nie zbiegł całkiem w stronę elektroniki, dubstepu. Anglicy nie stracili siły. Nadal potrafią przyłożyć riffem ("Liquid State"), nagrać stadionowy numer ("Big Freeze"), ale i po prostu fajną ("Panic Station") czy ładną piosenkę ("Animals"). Niezmiennie poszukują, próbują czegoś nowego nie tylko z brzmieniem (można znaleźć skojarzenia z Queens of the Stone Age, ale i z Prince'em czy Talking Heads"), lecz także z rytmem, strukturami, własnym stylem (klimatyczne, instrumentalne, ciekawe i bardzo udane "The 2nd Law - Isolated System"). Niestety, jest "ale".

"The 2nd Law" najłatwiej wrzucić do szufladki "St. Anger". Nie, Muse nie gra jak Metallica. Chodzi o pewne cechy, które mają obydwa dzieła, pewne emocje i... ból głowy, które wywołują. Na wyrywki jest OK (przynajmniej przez większość czasu). Słychać muzyczny kunszt, pojawia się moc, są świetne pomysły, całość jednak przygniata, przytłacza. I nie dlatego, że to jakaś wybitnie trudna muzyka, że Matthew Bellamy i spółka stworzyli nagrania, które potrzebują porządnego przefiltrowania przez nasz umysł, naszą wrażliwość. Nie. Po prostu. Za dużo tego wszystkiego, za dużo pomysłów, kombinacji, starania się, usilnej próby przeskoczenia samych siebie. Za mało natomiast luzu, żywej energii, polotu. "The 2nd Law" brzmi bardziej jak dzieło naukowców eksperymentujących z rozmaitymi składnikami, formułami, niż jak album nagrany przez rockmanów.

To nie jest zła płyta, acz z pewnością nierówna. Sporo tu dobrych czy przynajmniej niezłych momentów. Na żywo, w bardziej rockowym, surowym wcieleniu te numery na pewno zyskają. Całość jednak ciężko przetrawić i polubić.

Udostępnij! Tweetnij!

TAGI: