Aktualności

23-06-2013-21:30:00

Paul McCartney - Warszawa, Stadion Narodowy 22.06.2013

Udostępnij! Tweetnij!

Warszawa lubi historyczne chwile i nie inaczej było w sobotni wieczór. Legendarny ex-Beatles wystąpił po raz pierwszy w Polsce na Stadionie Narodowym dla 30 tysięcy fanów.
Przemysław Patyk
Dla młodszych uczestników ten koncert był z pewnością ogromną lekcją historii muzyki ostatnich kilkudziesięciu lat. Dla starszych wyjadaczy z kolei, to niejednokrotnie przekrój ich całego życia od lat sześćdziesiątych po dziś dzień. Początek koncertu nie należał do najlepszych pod względem dźwięku na trybunach jednak sytuacja znacznie poprawiła się po kilku pierwszych utworach w moim odczuciu. Może to być potwierdzenie opinii wielu osób, że Stadion Narodowy niekoniecznie nadaje się na koncerty, ale mam zbyt małe doświadczenie z tym obiektem żeby póki co stawiać werdykt więc to tyle jeśli chodzi o narzekanie bo powodów do tego było niewiele...



Utwór „Eight Days a Week” rozpoczął show McCartneya i tym samym zapoczątkował porządną dawkę repertuaru The Beatles, która wypełniła większość set-listy sobotniego występu. Nie zabrakło takich przebojów jak „All My Loving” czy też „Ob La Di Ob La Da”, przy którym publika rewelacyjnie bawiła się, żywiołowo śpiewając i tańcząc. Najważniejszymi momentami dla mnie były jednak wykonania „Let it be” oraz „Hey Jude” gdzie w końcówce zespół zamilkł, a 30 tysięcy fanów zgromadzonych na stadionie śpiewało jednym głosem „na na na na na na na, na na na na Hey Jude” trzymając jednocześnie nad głowami kartki z napisem „HEY PAUL”. W takich momentach wiesz po co jesteś na takim koncercie i że to znaczy zdecydowanie coś więcej dla tych wszystkich zgromadzonych ludzi. Nie zabrakło też oczywiście utworów „Here Today” oraz „Something”, które sir Paul wykonał z dedykacją dla zmarłych kolegów Johna Lennona i Georga Harrisona . Oprócz piosenek The Beatles, McCartney wykonał kilka solowych utworów i ośmiokrotnie sięgał po repertuar Wings, który brzmiał dosłownie jakby przenieść się do roku 1976, na trasę „Wings Over America”, z której zapis niedawno można było obejrzeć w kinach. Wykonanie „Live and Let Die” zdecydowanie przekroczyło moje oczekiwania wraz z rewelacyjnym oświetleniem i pokazem pirotechnicznym na finał tego utworu. Kontrastem dla „Live and Let Die” była piosenka „Blackbird” podczas, której Paul McCartney sam z gitarą akustyczną wyszedł przed odsłuchy i specjalny, podnoszony podest, na którym wyświetlany był wodospad wzniósł go na kilka metrów. W tym samym czasie na podłodze sceny wyświetlane były fale wodne co dawało przepiękny efekt wizualny. Główną część koncertu zakończyło oczywiście wspaniałe, delikatne wykonanie „Yesterday”, na które wszyscy niecierpliwie czekali.



Jak można było oczekiwać, publiczność nie chciała puścić sir McCartneya ze sceny i w efekcie doczekaliśmy się 2 bisów. Całe wydarzenie było przepiękną podróżą w czasie i wyśmienitym show pod względem organizacji. Fani na płycie stadionu mimo miejsc siedzących przez większość koncertu stali, a część z nich nawet przemieściła się pod samą scenę. Oprawa wizualna koncertu genialnie dopełniała warstwę muzyczną jednak co ważne, nie przykrywała jej. Muzyka zdecydowanie była na pierwszym planie, a sam Paul McCartney pokazał w jak rewelacyjnej jest formie. Dokładnie 4 dni przed warszawskim występem, który był pierwszym europejskim koncertem podczas trasy „Out There!” ex-Beatles skończył 71 lat, a w sobotni wieczór dał trzygodzinne show ani na chwilę nie tracąc energii – to tylko potwierdza co stracili ci, którzy nie mogli znaleźć się tego wieczoru na Stadionie Narodowym. Oprócz profesjonalizmu i świetnej energii, która biła ze sceny, sir Paul kokietował publiczność anegdotami na temat poszczególnych piosenek oraz swoimi umiejętnościami posługiwania się językiem polskim niejednokrotnie posiłkując się zapiskami na kartkach ponieważ jak sam przyznał nasz język jest dla niego bardzo trudny.


Ostatecznie po bardzo efektownym zakończeniu koncertu pełnym pirotechniki, konfetti i muzycznego szaleństwa, Paul McCartney pożegnał polską publiczność bardzo wymownym zwrotem „See you next time” - czyżby miało to oznaczać, że możemy liczyć na jego powrót ? Patrząc na jego formę głęboko wierzę, że to nastąpi...



Po koncercie tłum ludzi ruszył pieszo ze Stadionu Narodowego w kierunku centrum Warszawy, a czekając na przystanku moją uwagę zwróciło spacerujące, starsze małżeństwo trzymające się za rękę i może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że oboje dumnie kroczyli ubrani w koszulki The Beatles – wtedy dotarło do mnie tak naprawdę w czym wziąłem udział tego wieczoru i jak historycznym momentem dla muzyki w Polsce był koncert Paula McCartneya w Warszawie.



Zdecydowanie jeden z najważniejszych koncertów na jakich byłem i będę kiedykolwiek.



autor: Przemysław Patyk

źródło: koncertomania.pl

Udostępnij! Tweetnij!

TAGI: