Aktualności

11-03-2014-22:27:40

Paloma Faith - "A Perfect Contradiction"

Udostępnij! Tweetnij!

Anglicy mają koszmarną pogodę i jeszcze gorsze jedzenie, ale zazdroszczę im piłki nożnej, a dokładniej jej poziomu, oraz takich gwiazd jak Paloma Faith.
Od pierwszych dźwięków singla "Can't Rely on You", który wyprodukował Pharrell Williams (co słychać), wiadomo, że album "A Perfect Contradiction" będzie się podobać. Faith poszła tą samą drogą, co... wszyscy. Sięgnęła po disco, barwne lata 70., funk, rozbrykane R&B i nagrała zestaw naprawdę udanych piosenek. Kolorowych, migoczących niczym lustrzana kula, czasem nawet fajnie mięsistych ("Take Me"). Zaaranżowanych na bogato, z soulowym feelingiem, chórkami, dęciakami i smykami. Owszem, zdarza jej się wpaść w patetyczny ton i niebezpiecznie zbliżyć do stylu Leony Lewis ("Only Love"), zbłądziła też w rerto-brzmienia, które swego czasu upodobała sobie Duffy ("Taste My Own Tears). Większość materiału jednak fantastycznie wibruje i/lub ujmuje tanecznym rytmem, a z takim "Other Woman" mogłaby spokojnie ścigać się z Emeli Sandé.

Z Palomą jest tylko jeden problem. Brakuje jej charakteru, zadziorności, "zniszczonej" duszy. W jej głosie więcej jest umiejętności niż prawdziwych emocji. "A Perfect Contradiction" pachnie więc konfekcją i produktem, ale jest to bezapelacyjnie produkt wysokiej jakości. W kraju, z którego pochodziła Amy Winehouse nowy album Faith może wypadać przeciętnie, ale kiedy spojrzeć na ten materiał z naszego podwórka, porównać do tego, co wydają nasze popowe gwiazdy, trzeci krążek Angielki jawi się jako coś niesłychanie smakowitego. Jak pyszne, soczyste jabłko, w które z radością wbijemy zęby.

Najprościej mówiąc, "A Perfect Contradiction" słucha się naprawdę dobrze. Ta muzyka nie poruszy serc, nie zbawi świata, ale, kurde, w radiu wypada znakomicie i nie trzeba setek odtworzeń, by nucić te melodie.

Udostępnij! Tweetnij!

TAGI: