Aktualności
07-09-2009-02:59:11
Samael - "Above"
Samael znów gra black metal! I to nie są żarty czy naciąganie. Starzy fani Szwajcarów być może się ucieszą. Wielbiciele drugiego, bardziej elektronicznego etapu działalności grupy, niechybnie przeżyją szok.
Co im się stało?! Skąd ta stylistyczna wolta?! Trudno to wyjaśnić. Na żadnej z paru ostatnich płyt nie było symptomów, zwiastujących tak bezkompromisowy, ekstremalny materiał. Pewnie część fanów kupi tłumaczenie Vorpha, że chcieli przypomnieć od czego wyszli. Ale czemu teraz, gdy mają ugruntowaną pozycję jako zespół grający chwytliwy metal z elektro-industrialnymi elementami i robiący to naprawdę dobrze? Na szwajcarskich bankach, narciarskich kurortach i czekoladzie "Milka" można polegać, ale ścieżki szwajcarskiej wyobraźni bywają nieodgadnione...
"Above", który pierwotnie miał być wydany w ramach pobocznego projektu, to w większości bardzo szybkie, dość surowo brzmiące numery z nielicznymi momentami wytchnienia (np. w "In There" czy "Earth Country") po perkusyjno-gitarowej nawałnicy. Są też wolne, majestatyczne, epickie wręcz fragmenty. Można zapomnieć o takich ozdobnikach, jak sitar czy żeńskie wokale, a klawisze pojawiają się sporadycznie i są schowane za rzężącą gitarą i wyszczekującym teksty Vorphem (trochę lepiej słychać je w "Black Hole"). Wspólnym mianownikiem z wcześniejszymi wydawnictwami jest syntetyczna perkusja, która do black metalu nigdy mi nie pasowała. Słychać tu echa twórczości wczesnego Bathory czy Venom, zdarza się jakiś melodyjny riff, nawet krótkie solo.
Abstrahując od dywagacji o tym, co im odbiło i dlaczego teraz, trzeba przyznać, że black metalu z "Above" słucha się nieźle. Przy "On The Top Of It All" aż chce się poszaleć w "młynie". Album nie jest pozycją, która przedrze się do awangardy gatunku i nie zagrozi statusowi legendy, dzierżonemu przez "Worship Him", ale z pewnością takiego black metalu Samael wstydzić się nie musi. Teraz ciekawi mnie niezmiernie, co wymyślą na kolejnej płycie? Nagrywając "Above" zasygnalizowali, że wciąż stać ich na duże niespodzianki. Jakby było ich mało na końcu umieścili elektro-industrialny miks "Black Hole" czym skołowali mnie do reszty...
"Above", który pierwotnie miał być wydany w ramach pobocznego projektu, to w większości bardzo szybkie, dość surowo brzmiące numery z nielicznymi momentami wytchnienia (np. w "In There" czy "Earth Country") po perkusyjno-gitarowej nawałnicy. Są też wolne, majestatyczne, epickie wręcz fragmenty. Można zapomnieć o takich ozdobnikach, jak sitar czy żeńskie wokale, a klawisze pojawiają się sporadycznie i są schowane za rzężącą gitarą i wyszczekującym teksty Vorphem (trochę lepiej słychać je w "Black Hole"). Wspólnym mianownikiem z wcześniejszymi wydawnictwami jest syntetyczna perkusja, która do black metalu nigdy mi nie pasowała. Słychać tu echa twórczości wczesnego Bathory czy Venom, zdarza się jakiś melodyjny riff, nawet krótkie solo.
Abstrahując od dywagacji o tym, co im odbiło i dlaczego teraz, trzeba przyznać, że black metalu z "Above" słucha się nieźle. Przy "On The Top Of It All" aż chce się poszaleć w "młynie". Album nie jest pozycją, która przedrze się do awangardy gatunku i nie zagrozi statusowi legendy, dzierżonemu przez "Worship Him", ale z pewnością takiego black metalu Samael wstydzić się nie musi. Teraz ciekawi mnie niezmiernie, co wymyślą na kolejnej płycie? Nagrywając "Above" zasygnalizowali, że wciąż stać ich na duże niespodzianki. Jakby było ich mało na końcu umieścili elektro-industrialny miks "Black Hole" czym skołowali mnie do reszty...
Aktualności










