Aktualności
17-09-2009-14:26:35
O.S.T.R. - "O.C.B."
Ostry zaatakował nasze głośniki po raz dziesiąty. Jubileusz uczcił być może najlepszą płytą w karierze.
Dlaczego to "być może"? Ponieważ to czas tak naprawdę oceni, czy "O.C.B." pobije tak wspaniałych poprzedników jak "Tabasko" z 2002 roku czy dwupłytowy, zapierający dech w piersiach "Jazz w wolnych chwilach" wydany rok później. Poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko, ale Adam Ostrowski dał z siebie wszystko, aby podołać wyzwaniu. Oczywiście sam wyprodukował materiał, zaprosił na niego fantastycznych gości i zadbał, aby przez blisko 80 minut trwania płyty ani razu nie ziewnąć z nudów.
Muzyka na płycie jest rewelacyjna, stoi na międzynarodowym poziomie. Ostry po raz kolejny udowodnił, że jego warsztat nie ogranicza się tylko do klasycznego, opartego na fantastycznie wyselekcjonowanych samplach stylu. Eksperymentuje z elektroniką, sięga do spuścizny polskiej muzyki lat 70. i przede wszystkim doskonale się bawi produkcją. Ma głowę pełną pomysłów, potrafi fantastycznie budować atmosferę i klimat w kompozycjach. Oczywiście nie mogło zabraknąć porywających skreczy, bo dla O.S.T.R.-a stanowią one zawsze jedną z podstaw.
Bardzo wysoka ocena należy się też warstwie tekstowej, chociaż ani Ostry ani jego goście Ameryki nie odkrywają. Łódzki raper tym razem najwięcej uwagi poświęcił rodzinie i czemuś w rodzaju rozliczenia się z dotychczasowym życiem. Jest więc mnóstwo autorefleksji, wspomnień, ale też wersów poświęconych rodzicielskiej dumie i marzeniom. Nawet nie znając O.S.T.R.-a można być pewnym, że jest w pełni szczery, autentyczny, a każde wypowiadane przez niego słowo płynie prosto z serca. Umie też kapitalnie oddawać emocje, dlatego kawałki, w których krytykuje kwestie społeczno-polityczne brzmią szczególnie mocno. Nie są odkrywcze, ale wyrażają z pewnością poglądy wielu z nas i dlatego tak bardzo zyskują na wadze.
Pojawiały się jeszcze przed wydaniem "O.C.B." takie zdania, że polski hip-hop i hip-hop robiony przez Ostrego to dwa zupełnie inne pojęcia i światy. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do zasadności tego stwierdzenia, po wysłuchaniu jubileuszowego krążka artysty raczej się ich pozbędzie.
Muzyka na płycie jest rewelacyjna, stoi na międzynarodowym poziomie. Ostry po raz kolejny udowodnił, że jego warsztat nie ogranicza się tylko do klasycznego, opartego na fantastycznie wyselekcjonowanych samplach stylu. Eksperymentuje z elektroniką, sięga do spuścizny polskiej muzyki lat 70. i przede wszystkim doskonale się bawi produkcją. Ma głowę pełną pomysłów, potrafi fantastycznie budować atmosferę i klimat w kompozycjach. Oczywiście nie mogło zabraknąć porywających skreczy, bo dla O.S.T.R.-a stanowią one zawsze jedną z podstaw.
Bardzo wysoka ocena należy się też warstwie tekstowej, chociaż ani Ostry ani jego goście Ameryki nie odkrywają. Łódzki raper tym razem najwięcej uwagi poświęcił rodzinie i czemuś w rodzaju rozliczenia się z dotychczasowym życiem. Jest więc mnóstwo autorefleksji, wspomnień, ale też wersów poświęconych rodzicielskiej dumie i marzeniom. Nawet nie znając O.S.T.R.-a można być pewnym, że jest w pełni szczery, autentyczny, a każde wypowiadane przez niego słowo płynie prosto z serca. Umie też kapitalnie oddawać emocje, dlatego kawałki, w których krytykuje kwestie społeczno-polityczne brzmią szczególnie mocno. Nie są odkrywcze, ale wyrażają z pewnością poglądy wielu z nas i dlatego tak bardzo zyskują na wadze.
Pojawiały się jeszcze przed wydaniem "O.C.B." takie zdania, że polski hip-hop i hip-hop robiony przez Ostrego to dwa zupełnie inne pojęcia i światy. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do zasadności tego stwierdzenia, po wysłuchaniu jubileuszowego krążka artysty raczej się ich pozbędzie.
Aktualności










