Recenzja
24-01-2019-19:12:37
Flotsam and Jetsam - End Of Chaos
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Ocena:
18 stycznia 2019 roku miał premierę najnowszy album nieco zapomnianej thrash metalowej formacji, Flotsam & Jetsam, zatytułowany „The End of Chaos”. Kapela, która zawsze była nieco w tyle za swoimi bardziej znanymi koleżkami z Metallica czy Slayer, nadal żyje i mało tego – najnowsze dzieło metalowców rodem z Arizony to potężny kandydat do thrash metalowego albumu roku! „The End of Chaos” to potężna dawka soczystych riffów podlana pędzącymi bębnami, gdzie całe dzieło wieńczy bodaj najlepsze „gardło” w tym biznesie – Erik Knutsson.
Tytuł świeżego dziecka Flotsów jest bardzo wymowny. Sami muzycy tłumaczyli, że oznacza on dla nich swoisty koniec czasu chaosu – w ich wypadku było to obijanie się na peryferiach głównej sceny thrash metalowej i to pomimo nagrywania świetnych materiałów. Po prostu z biegiem lat coś poszło nie tak, ale po przesłuchaniu „The End of Chaos” w pełni rozumiem stanowisko zespołu mówiące o „końcu problemów” – po prostu jego członkowie mają świadomość, że nagrali doskonały, kipiący od przebojowych melodii i soczystych riffów album. Tak jest drogie dzieci, Flotsi wracają i robią to w wybuchowym stylu!
„End Of Chaos” to iście bogata muzyczna uczta. Na płycie mamy aż 12 numerów i śmiało można powiedzieć, że żaden z nich nie jest fillerem. Od początkowego „Prisoner of Time”, w którym zespół rozlicza się ze swoją przeszłością i zapowiada nowe otwarcie mamy do czynienia z perfekcyjnie zbalansowanym thrash metalem. Flotsi odkryli tutaj swoją receptę na połączenie agresywności i szybkości z przebojowymi, wpadającymi w ucho melodiami zamkniętymi w klarowną całość wokalami Erica. Słychać to najpełniej w świetnym „Architects of Hate”.
Produkcja jest przejrzysta, odpowiednio dociążona soczystymi gitarami, a praca sekcji rytmicznej zasługuje na Nobla – Ken Mary (Accept), który zastąpił za bańkami Jasona Bittnera (wybrał Overkill) to sytuacja typu „win-win” – dwie kapele zyskały nowe życie, ale to Flotsi zyskali na tym znacznie więcej. Otóż okazuje się, że Mary jest kompozytorem znacznej części piosenek z „End Of Chaos”. Facet swoimi podwójnymi stopami i lombardowskimi przejściówkami nadaje temu albumowi światowego sznytu i daje nowe życie kapeli. Operujący basem Mike Spencer dzielnie dotrzymuje mu tempa, a co najważniejsze, jego instrument jest bardzo wyraźnie słyszalny, co nie jest takie oczywiste w thrash metalu.
Uważam, że „End Of Chaos” będzie dla Flotsów ich opus magnum, który ponownie, po wielu latach niepowodzeń, skieruje na chłopaków z Arizony światła wielkich scen koncertowych. Ten album jest po prostu genialny. Chapeau bas!
Tytuł świeżego dziecka Flotsów jest bardzo wymowny. Sami muzycy tłumaczyli, że oznacza on dla nich swoisty koniec czasu chaosu – w ich wypadku było to obijanie się na peryferiach głównej sceny thrash metalowej i to pomimo nagrywania świetnych materiałów. Po prostu z biegiem lat coś poszło nie tak, ale po przesłuchaniu „The End of Chaos” w pełni rozumiem stanowisko zespołu mówiące o „końcu problemów” – po prostu jego członkowie mają świadomość, że nagrali doskonały, kipiący od przebojowych melodii i soczystych riffów album. Tak jest drogie dzieci, Flotsi wracają i robią to w wybuchowym stylu!
„End Of Chaos” to iście bogata muzyczna uczta. Na płycie mamy aż 12 numerów i śmiało można powiedzieć, że żaden z nich nie jest fillerem. Od początkowego „Prisoner of Time”, w którym zespół rozlicza się ze swoją przeszłością i zapowiada nowe otwarcie mamy do czynienia z perfekcyjnie zbalansowanym thrash metalem. Flotsi odkryli tutaj swoją receptę na połączenie agresywności i szybkości z przebojowymi, wpadającymi w ucho melodiami zamkniętymi w klarowną całość wokalami Erica. Słychać to najpełniej w świetnym „Architects of Hate”.
Produkcja jest przejrzysta, odpowiednio dociążona soczystymi gitarami, a praca sekcji rytmicznej zasługuje na Nobla – Ken Mary (Accept), który zastąpił za bańkami Jasona Bittnera (wybrał Overkill) to sytuacja typu „win-win” – dwie kapele zyskały nowe życie, ale to Flotsi zyskali na tym znacznie więcej. Otóż okazuje się, że Mary jest kompozytorem znacznej części piosenek z „End Of Chaos”. Facet swoimi podwójnymi stopami i lombardowskimi przejściówkami nadaje temu albumowi światowego sznytu i daje nowe życie kapeli. Operujący basem Mike Spencer dzielnie dotrzymuje mu tempa, a co najważniejsze, jego instrument jest bardzo wyraźnie słyszalny, co nie jest takie oczywiste w thrash metalu.
Uważam, że „End Of Chaos” będzie dla Flotsów ich opus magnum, który ponownie, po wielu latach niepowodzeń, skieruje na chłopaków z Arizony światła wielkich scen koncertowych. Ten album jest po prostu genialny. Chapeau bas!
Lista utworów:
- 1. Prisoner of Time00:04:17
- 2. Control00:03:45
- 3. Recover00:04:08
- 4. Prepare for Chaos00:03:45
- 5. Slowly Insane00:03:53
- 6. Achitects of Hate00:05:04
- 7. Demolition Man00:03:37
- 8. Unwelcome Surprise00:05:07
- 9. Snake Eye00:03:54
- 10. Survive00:04:08
- 11. Good or Bad00:03:55
- 12. The End00:03:47
autor: Maciej Chrościelewski / koncertomania.pl
>
Aktualności










