Recenzja
27-07-2009-23:12:38
Coma - "Hipertrofia"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Nieczęsto polscy wykonawcy porywają się na nagranie płyty koncepcyjnej. Jeszcze rzadziej wychodzi to im tak dobrze, jak łódzkiej Comie.
Dwa krążki, dwie godziny muzyki, wykonana z przymrużeniem oka sesja zdjęciowa, dziennik głównego bohatera tekstów na stronie internetowej, do tego kilka klipów. Oto składniki konceptu pod nazwą "Hipertrofia". Są już muzyka, zdjęcia i część dziennika. Coma zadała fanom niełatwą pracę domową. By odrobić ją celująco trzeba - jak mawiał jeden z moich wykładowców - cierpliwości i żelaznego tyłka. Plus skupienia przy słuchaniu muzyki.
Łodzianie pokazali, że ich inspiracje mocno wykraczają poza rock. Barw na płycie jest mnóstwo. Od transowych, ambientowych, rozmów, deklamacji, odgłosów kopulacji (pana z panią, pana z panem), stadionowych zaśpiewów po kojący przestrzenny rock i bardzo mocne uderzenie. Ciężko to objąć i zakodować. Ale nie jest to chaos niekontrolowany. Wszystko układa się w spójną całość o zmieniającym się nastroju. Trochę na zasadzie "po burzy przychodzi spokój". W końcu teksty są opowieścią o życiu człowieka, a w życiu rzadko wszystko ma jeden rytm, jedną temperaturę.
Piotrowi Roguckiemu, jednemu z najlepszych frontmanów w Polsce, wytyka się, że pisze pseudopoezję, liryki dla licealistów. Cóż, de gustibus... Ale nie można zarzucić wokaliście, że w tym co robi jest nieszczery i tego, iż nie potrafi ciekawie zinterpretować tekstów. Nie wszystko, co śpiewa podoba mi się, ale cenię to, że przykłada wielką, co słychać, wagę do interpretacji.
Wspaniałą pracę wykonali instrumentaliści, ze wskazaniem na gitary. Do tego dochodzą starannie dopracowane i silnie działające na wyobraźnię
przerywniki. Trudno pozostać obojętnym choćby na odgłosy zabijanych świń. Nie ma sensu wyróżniać konkretnych piosenek. Uszy muszą wchłonąć całość opowieści, a filtr w głowie rozstrzygnie, która część najbardziej przekonuje. Życie bohatera historii zapewne niejednemu będzie przypominać
jego własne. Nie zdziwię się, jeśli w różnych okresach inny fragment będzie silniej trafiać do danego odbiorcy.
Coma wraca z tarczą. Nie tak dawno wręcz modne było wylewanie na zespół pomyj i zachwycanie się przeciętnymi zespolikami, kopiującymi to, co
wywołuje/wywoływało histerię na Wyspach Brytyjskich. Cieszę się, że łodzianie zupełnie się tym atakiem nie przejęli i zrobili to, na co mieli ochotę. A co myślą inni? To nieistotne z perspektywy absolutu - jak śpiewa Rogucki w "Widokówce".
Łodzianie pokazali, że ich inspiracje mocno wykraczają poza rock. Barw na płycie jest mnóstwo. Od transowych, ambientowych, rozmów, deklamacji, odgłosów kopulacji (pana z panią, pana z panem), stadionowych zaśpiewów po kojący przestrzenny rock i bardzo mocne uderzenie. Ciężko to objąć i zakodować. Ale nie jest to chaos niekontrolowany. Wszystko układa się w spójną całość o zmieniającym się nastroju. Trochę na zasadzie "po burzy przychodzi spokój". W końcu teksty są opowieścią o życiu człowieka, a w życiu rzadko wszystko ma jeden rytm, jedną temperaturę.
Piotrowi Roguckiemu, jednemu z najlepszych frontmanów w Polsce, wytyka się, że pisze pseudopoezję, liryki dla licealistów. Cóż, de gustibus... Ale nie można zarzucić wokaliście, że w tym co robi jest nieszczery i tego, iż nie potrafi ciekawie zinterpretować tekstów. Nie wszystko, co śpiewa podoba mi się, ale cenię to, że przykłada wielką, co słychać, wagę do interpretacji.
Wspaniałą pracę wykonali instrumentaliści, ze wskazaniem na gitary. Do tego dochodzą starannie dopracowane i silnie działające na wyobraźnię
przerywniki. Trudno pozostać obojętnym choćby na odgłosy zabijanych świń. Nie ma sensu wyróżniać konkretnych piosenek. Uszy muszą wchłonąć całość opowieści, a filtr w głowie rozstrzygnie, która część najbardziej przekonuje. Życie bohatera historii zapewne niejednemu będzie przypominać
jego własne. Nie zdziwię się, jeśli w różnych okresach inny fragment będzie silniej trafiać do danego odbiorcy.
Coma wraca z tarczą. Nie tak dawno wręcz modne było wylewanie na zespół pomyj i zachwycanie się przeciętnymi zespolikami, kopiującymi to, co
wywołuje/wywoływało histerię na Wyspach Brytyjskich. Cieszę się, że łodzianie zupełnie się tym atakiem nie przejęli i zrobili to, na co mieli ochotę. A co myślą inni? To nieistotne z perspektywy absolutu - jak śpiewa Rogucki w "Widokówce".
>
Aktualności










