Recenzja

19-11-2010-11:45:46

MGMT - "Congratulations"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Grupa MGMT przeprosiła fanów za to, że na nowej płycie nie ma singlowych numerów i hitów na miarę "Kids" czy "Time to Pretend", które ich rozsławiły. Sądzę jednak, że sympatycy duetu nie pogniewają się.
Przyznaję, że żadna z kompozycji na "Congratulations" pod względem przebojowości nie może równać się z muzyką z debiutu. Nie ma jednak powodu do rozpaczy. Kompozycje są nieco bardziej wymagające, ciut skomplikowane, czasem zaskakujące, ale bez obaw, to żadne ciężkostrawne dziwadła. Nie każda ma może łatwo zapamiętywalny refren, acz każda ma w sobie pewien chwytliwy pierwiastek. Nawet 12-minutowe "Siberian Breaks" nadaje się chwilami do nucenia. To wciąż MGMT. Wdzięczne, dźwięczne, kolorowe i pełne pozytywnej energii. To nadal pop choć podlany znacznie gęstszym, tęczowo-psychodelicznym sosem.

Pod względem brzmienia muzycy pozostali konsekwentni. Są chóry, kosmiczna elektronika, ale i gitary, odrobina french touch, jak również pustynne klimaty a Hammondy i tamburyna zabierają nas w podróż do czasów dzieci kwiatów. Ponadto na "Congratulations" Andrew VanWyngarden i Ben Goldwasser jeszcze dobitniej dali wyraz swym inspiracjom i wpływom. Nawiązania do Spacemen 3 czy The Flaming Lips i przede wszystkim wczesnego Pink Floyd ("Lady Dada's Nightmare") są jeszcze bardziej wyraziste niż na "Oracular Spectacular". Całość okazuje się natomiast zaskakująco harmonijna i spójna.

Nie należę do grona zagorzałych sympatyków brooklyńskiej formacji, doceniam niemniej ich artystyczne ambicje, rozwój i bezkompromisowość, którą zaprezentowali na najnowszym dziele. Mogli przecież wypakować album prostymi utworami, które radośnie wybrzmiewałyby w supermarektach i windach, postanowili jednak zrobić coś odważniejszego, nie tak oczywistego. Nie muszą przepraszać, a fani nie powinni się obrażać, tylko... gratulować.

>

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

TAGI: mgmt