Recenzja
26-05-2011-19:45:00
Saul Williams - "Volcanic Sunlight"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Mam problem z oceną czwartej płyty wybitnego, bez dwóch zdań!, nowojorskiego poety Saula Williamsa. To dobrze, że wygrzebał się z różnorakich kłopotów (depresja, narkotyki) i postanowił spróbować czegoś nowego. Kontrowersje oraz wątpliwości budzi za to kierunek, w którym podążył.
Saul obecnie rezyduje we Francji, w Paryżu. Przyznał, że potrzebuje odświeżenia i wygrzebania się z miasta, w którym notorycznie pakował się w problemy. Europa go oczyściła i natchnęła do wyjścia z klimatu mrocznego rocka, psychodelii mieszanej z alternatywnym hip-hopem, na stronę popową, czasem wręcz taneczną (sic!), w kilku momentach melancholijną.
Sprawdziło się to w takich numerach jak "Girls On Saturn" (prosty, chwytliwy, ale bardzo ładny) czy kapitalnym numerze tytułowym. Podobać się może "Triumph", fajnym odbiciem od starego Saula Williamsa jest singlowe "Dance", samplujące bollywoodzki klasyk "Disco '82", a przy "Patience" ręce same składają się do oklasków.
No i w sumie to by było na tyle. Starczyłoby na świetną EP-kę. Reszta zawodzi. Albo muzyka nie pasuje do wersów Saula, albo - co gorsza - zdarzyło mu się stępione pióro i uleciała gdzieś przenikliwość, moc jego wersów. Williams to facet po przejściach. Może nazbyt wrażliwy na standardy współczesnego świata i przez to mający problemy z jego właściwą oceną, a przy tym odnalezieniem się w nim. O ile jednak wcześniej potrafił to wyrazić z pomocą mocnej muzyki, balansując na granicy spoken word i industrialnego hip-hopu czerpiącego z rocka, o tyle teraz wykonał przedziwny obrót. Wciąż trzyma niezły poziom, ale niezły w jego przypadku to stanowczo za mało, abyśmy mogli być zadowoleni.
Sprawdziło się to w takich numerach jak "Girls On Saturn" (prosty, chwytliwy, ale bardzo ładny) czy kapitalnym numerze tytułowym. Podobać się może "Triumph", fajnym odbiciem od starego Saula Williamsa jest singlowe "Dance", samplujące bollywoodzki klasyk "Disco '82", a przy "Patience" ręce same składają się do oklasków.
No i w sumie to by było na tyle. Starczyłoby na świetną EP-kę. Reszta zawodzi. Albo muzyka nie pasuje do wersów Saula, albo - co gorsza - zdarzyło mu się stępione pióro i uleciała gdzieś przenikliwość, moc jego wersów. Williams to facet po przejściach. Może nazbyt wrażliwy na standardy współczesnego świata i przez to mający problemy z jego właściwą oceną, a przy tym odnalezieniem się w nim. O ile jednak wcześniej potrafił to wyrazić z pomocą mocnej muzyki, balansując na granicy spoken word i industrialnego hip-hopu czerpiącego z rocka, o tyle teraz wykonał przedziwny obrót. Wciąż trzyma niezły poziom, ale niezły w jego przypadku to stanowczo za mało, abyśmy mogli być zadowoleni.
>
Aktualności










