Recenzja
26-09-2011-13:15:01
Mastodon - "The Hunter"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!"Dąż do szczęścia, pracując wytrwale". Zdanie to kończy piąty krążek Mastodon. Album pokazuje, że grupa ani myśli przejść do zjadania ogona i intensywnie nad sobą pracuje.
Czy po genialnym "Crack The Skye" zostało coś jeszcze dla Mastodon do zrobienia? Takie pytanie zapewne stawiał sobie niejeden fan tego wyjątkowego zespołu, gdy w 2009 roku ukazała się wspomniana płyta. Okazuje się, że jak najbardziej. Że muzycy nie chcą się zagrzebywać w archiwum własnych muzycznych patentów i co jakiś czas wyciągać z niego to, co akurat im przypasuje. Mastodon woli iść do muzeum muzyki rockowej, przyglądać się eksponatom i restaurować niektóre z nich, ku uciesze współczesnych melomanów.
Na "The Hunter" kwartet zrobił to, co ponad 30 lat temu popełnił uwielbiany przeze mnie Rush. Bardzo rozbudowaną formę przyciął do rozmiarów kilkuminutowych, przystępnych piosenek, w których skumulował zarówno śliczne melodie, zróżnicowane tempa, agresję i brutalność, złowieszczy klimat o różnych odcieniach ciemności, jak i znakomite popisy instrumentalne. Nie wiem, jak muzycy Mastodon pracowali nad piosenkami, lecz można odnieść wrażenie, że co najmniej kilka z nich jest nasyconych klimatem trawowo-kwasowym. Jakby czterej panowie wzorem Jima Morrisona wybrali się na pustynie, gdzie troszkę zniekształcili sobie świadomość, a potem doświadczenie owo przekuli w muzykę.
Atakuje nas dość nisko i niezbyt czysto brzmiący krążek, z rzężącymi gitarami, chwilami sunącymi, szybującymi pod nimi kosmicznymi klawiszami. Mogą w takim graniu zakochać się leciwi melomani, ekstatycznie ongiś reagujący na płyty psychodeliczne, krautrockowe, popowe oraz rockowe z końcówki lat 60. (patrz urocze wokale np. w "Creature Lives") i wczesnopinkfloydowe. Mastodon dał nam nawet swoją wersję Black Sabbath, bo czymże innym jest znakomity, podszyty rockandrollową beztroską i wariactwem "Curl Of The Burl" z wokalami, jakby Ozzy Osbourne śpiewał w Kyuss?
Zespół z Atlanty uniknął nadmiernej podniosłości, tym samym nie pozwalając nam nudzić się podczas słuchania. Najwyraźniej muzycy musieli wyrzucić z siebie dużą, efektowną formę i zrobili to poprzez "Crack The Skye". "The Hunter" to lekko brzmiące echa tej produkcji, lecz przede wszystkim demonstracja tego, że jest jeszcze droga, w którą można skręcić. Mastodon właśnie w ten zakręt wszedł. Spokojnie, pewnie, bez robienia krzywdy sobie i nam. "The Hunter" upolował mnie szybko. Nie wątpię, że z wieloma postąpi podobnie.
Na "The Hunter" kwartet zrobił to, co ponad 30 lat temu popełnił uwielbiany przeze mnie Rush. Bardzo rozbudowaną formę przyciął do rozmiarów kilkuminutowych, przystępnych piosenek, w których skumulował zarówno śliczne melodie, zróżnicowane tempa, agresję i brutalność, złowieszczy klimat o różnych odcieniach ciemności, jak i znakomite popisy instrumentalne. Nie wiem, jak muzycy Mastodon pracowali nad piosenkami, lecz można odnieść wrażenie, że co najmniej kilka z nich jest nasyconych klimatem trawowo-kwasowym. Jakby czterej panowie wzorem Jima Morrisona wybrali się na pustynie, gdzie troszkę zniekształcili sobie świadomość, a potem doświadczenie owo przekuli w muzykę.
Atakuje nas dość nisko i niezbyt czysto brzmiący krążek, z rzężącymi gitarami, chwilami sunącymi, szybującymi pod nimi kosmicznymi klawiszami. Mogą w takim graniu zakochać się leciwi melomani, ekstatycznie ongiś reagujący na płyty psychodeliczne, krautrockowe, popowe oraz rockowe z końcówki lat 60. (patrz urocze wokale np. w "Creature Lives") i wczesnopinkfloydowe. Mastodon dał nam nawet swoją wersję Black Sabbath, bo czymże innym jest znakomity, podszyty rockandrollową beztroską i wariactwem "Curl Of The Burl" z wokalami, jakby Ozzy Osbourne śpiewał w Kyuss?
Zespół z Atlanty uniknął nadmiernej podniosłości, tym samym nie pozwalając nam nudzić się podczas słuchania. Najwyraźniej muzycy musieli wyrzucić z siebie dużą, efektowną formę i zrobili to poprzez "Crack The Skye". "The Hunter" to lekko brzmiące echa tej produkcji, lecz przede wszystkim demonstracja tego, że jest jeszcze droga, w którą można skręcić. Mastodon właśnie w ten zakręt wszedł. Spokojnie, pewnie, bez robienia krzywdy sobie i nam. "The Hunter" upolował mnie szybko. Nie wątpię, że z wieloma postąpi podobnie.
>
Aktualności










