Recenzja
29-03-2012-14:06:23
Staind - "Staind"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Nie odkryli Ameryki, nie wymyślili prochu bo... nigdy nie byli szczególnie oryginalna kapelą. Potrafili za to solidnie przyłożyć i - hurra! - znów to robią.
Trochę przypomina to teraz Stone Sour (czy Slipknot, bo różnica się prawie zatarła). Innymi słowy mamy wściekłe darcie mordy przeplatane z ładnym, emocjonalnym śpiewem. Nie jest to Staind z początku kariery, ale imienny tytuł jest symptomatyczny. Jakby Aaron Lewis i koledzy chcieli powiedzieć: "o to my, w całej swej okazałości". Nasz gniew i łagodna natura, nasze potężne riffy i harmonie (panowie nadal lubią Alice in Chains, co najlepiej słychać w "Falling"), siła i liryzm.
Czekają nas także walcowate gitary, pięknie burczący, nieraz wysunięty na przód bas, dużo mocnych dźwięków, zrównoważonych łkającymi solówkami i zgrabnymi refrenami. Na pełnoprawną balladę trzeba czekać do samego końca, do naprawdę udanego "Something to Remind You". Wcześniej uszy miło połechta skradająca się furia a la Deftones (świetne "Wannabe"), "Throw It All Away" z gitarowym motywem bardzo przypominającym "Lateralusa" Toola (zresztą Toolowych smaczków tu więcej, choćby maynardowy wokal w "The Bottom") czy fajnie rockandrollowo rozpędzone, ultraprzebojowe "Now".
"Staind" to soczysta solidna porcja ciężkiego, ale i melodyjnego grania. Znakomicie wyprodukowana (ładne, selektywne bębny), nowoczesna, z konkretnym ładunkiem energii i sporą dawką testosteronu.
Nie powiem, słucha się tego zaskakująco dobrze. Może bez większej ekscytacji, ale dobrze od początku do końca.
Czekają nas także walcowate gitary, pięknie burczący, nieraz wysunięty na przód bas, dużo mocnych dźwięków, zrównoważonych łkającymi solówkami i zgrabnymi refrenami. Na pełnoprawną balladę trzeba czekać do samego końca, do naprawdę udanego "Something to Remind You". Wcześniej uszy miło połechta skradająca się furia a la Deftones (świetne "Wannabe"), "Throw It All Away" z gitarowym motywem bardzo przypominającym "Lateralusa" Toola (zresztą Toolowych smaczków tu więcej, choćby maynardowy wokal w "The Bottom") czy fajnie rockandrollowo rozpędzone, ultraprzebojowe "Now".
"Staind" to soczysta solidna porcja ciężkiego, ale i melodyjnego grania. Znakomicie wyprodukowana (ładne, selektywne bębny), nowoczesna, z konkretnym ładunkiem energii i sporą dawką testosteronu.
Nie powiem, słucha się tego zaskakująco dobrze. Może bez większej ekscytacji, ale dobrze od początku do końca.
>
Aktualności










