Recenzja

19-01-2014-13:00:48

Warpaint - "Warpaint"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Dziewczęta z Warpaint jak czarowały, tak czarują.
Kwartet z Los Angeles urzekł niezwykle klimatyczną mieszanką rozmarzenia z rockową siłą, delikatnego, kołysankowego wokalu z zamulonymi gitarami. Delikatnych melodii z gęstym brzmieniem. Zwiewności z wyrazistym charakterem. Na drugiej płycie Amerykanki sięgają po te same środki wyrazu i muzyczne rozwiązania. "Warpaint" to jednak dzieło znacznie bardziej przestrzenne, lżejsze, z bardziej wyeksponowanymi detalami.

Zgodnie z zapowiedzią więcej tu akustycznych dźwięków, ale i elektroniki. Dusznej, przykurzonej, wywodzącej się z trip-hopu czy twórczości Radiohead. Porównując debiutancki "The Fool" i drugi, imienny krążek, najłatwiej wyobrazić sobie krawca, który szyje dwa takie same stroje, ale z innych materiałów. Ten nowy ma bardziej pastelowe odcienie, wydaje się też bardziej miękki i przezroczysty (coś jak zdjęcie z okładki).

Warpaint niezmiennie potrafią stworzyć lekko mroczny, lekko senny klimat (świetne "Biggy" z kapitalną produkcją). Świetnie też radzą sobie z melodiami (urokliwe "Love Is to Die"), umieją utulić do snu ("Teese"), ale też wzbudzić niepokój ("CC"). Czasem trochę za bardzo eksperymentują, czego efektem dziwaczne, nerwowe "Disco//Very", za to burczący często w pierwszym szeregu bas wywołuje przyjemne dreszcze.

Najprościej rzecz ujmując, jeśli podobało wam się "The Fool", istnieje duża szansa, że "Warpaint" też wam przypadnie do gustu.

>

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

TAGI: warpaint