Aktualności
09-05-2010-23:19:53
Mike Patton - "Mondo Cane"
Podoba mi się niemal wszystko, czego tknie się Mike Patton. Ponieważ wolę go jednak w popowym, mniej awangardowym repertuarze, ucieszyłam się na wieść o projekcie Mondo Cane. Dodatkowo, perspektywa słuchania go śpiewającego po włosku, była obietnicą quasierotycznych doznań, z góry wiedziałam więc, że płyta mi się spodoba. Nie przypuszczałam jednak, że tak bardzo.
Muzyk postanowił sięgnąć do włoskich piosenek z lat 50. i 60. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nagrał je ot, tak po prostu. Zaangażował więc orkiestrę i chór, zmieniając stare numery w pełne życia i kolorowych dźwięków muzyczne skarby. Za sprawą symfonicznej aranżacji, gros z nich nabiera swoistego kinowego rozmachu (nie mylić z patosem), począwszy od niesionego smykami pięknego "Il Cielo in Una Stanza", przez rozkołysane "Ore D'amore" i musicalowe "L'Uomo Che Non Sapeva Amare", po romantyczne "Senza Fine" z bondowskim finałem. Absolutnie olśniewające jest owiane klimatem riwiery "Deep Down" Ennio Morricone, w którym Patton udowadnia (o czym czasem zapominamy), że potrafi nie tylko wrzeszczeć i odbywać gębowe pojedynki z Rahzelem, lecz także bardzo wspaniale, harmonijnie śpiewać. Kto jednak ma ochotę na wrzaski Mike'a, ucieszy się z "Urlo Negro" z iście punkowymi zwrotkami czy z gangsterskiego "Che Notte!", w którym brylują łobuzerskie dęciaki. Do kompletu mamy nieco wodewilu, trąbki w stylu mariachi czy akustyczny walczyk ("Scalinatella"). A wszystko idealnie wyważone, perfekcyjnie skontrowane, bez tandetnych ozdobników i banałów.
Niewielu, bądź co bądź rockowym, wokalistom taki album uszedłby na sucho. Patton jest jednak wyjątkowym artystą. Człowiekiem z niebywałą muzyczną wyobraźnią, otwartym i wszechstronnym. "Mondo Cane" nie tylko brzmi więc autentycznie i przekonująco, ale najzwyczajniej ładnie i urzekająco. Nagranie piosenek, które miałyby w sobie tyle klasy i polotu, to prawdziwa rzadkość i nie lada wyzwanie. Bravo, bravissimo.
Niewielu, bądź co bądź rockowym, wokalistom taki album uszedłby na sucho. Patton jest jednak wyjątkowym artystą. Człowiekiem z niebywałą muzyczną wyobraźnią, otwartym i wszechstronnym. "Mondo Cane" nie tylko brzmi więc autentycznie i przekonująco, ale najzwyczajniej ładnie i urzekająco. Nagranie piosenek, które miałyby w sobie tyle klasy i polotu, to prawdziwa rzadkość i nie lada wyzwanie. Bravo, bravissimo.
Aktualności










