Recenzja
08-10-2009-12:27:14
Baroness - "Blue Record"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Mastodonowi wyrasta powoli groźny konkurent. Kwartet z Savannah pokazuje na drugiej płycie, że ma naprawdę sporą wyobraźnię i nieliche umiejętności.
Skojarzenia z Mastodon nie są przypadkowe. Podobnie, jak twórcy genialnego "Crack The Skye", Baroness obficie czerpie z muzyki lat 70., nie boi się ładnych melodii i czystych wokali, grających unisono gitar w stylu Iron Maiden, umiejętnie rozkłada napięcia na krążku. Muzycy sięgają też do estetyki, kojarzącej się z psychodelią lat 60., rockiem progresywnym a nawet balladowymi kompozycjami twórców pokroju Simon And Garfunkel. Gdy do palety dźwiękowej dodamy brudne, stonerowe i indierockowe tony, postmetalowe zagrywki w stylu Isis czy Neurosis będziemy blisko skompletowania pełnego obrazu, który pokazuje nam Baroness na "Blue Record". Jest kolorowo co najmniej jak na okładce autorstwa wokalisty i gitarzysty Johna Dyera Baizleya.
"Blue Record" to taka płyta, że po wybrzmieniu jednej kompozycji w napięciu czekamy, co będzie na kolejnej. Klamrami spinającymi całość są delikatne, instrumentalne utwory "Bullhead's Psalm" i "Bullhead's Lament" (oprócz nich są jeszcze dwa kawałki bez wokali). Pomiędzy nimi obcujemy z interesującymi kompozycjami, w których szybko grająca, brudna, przesterowana gitara może nagle zmienić się w instrument kreujący niemalże sielski, błogi nastrój, by po chwili zderzyć się z gęsto grającymi bębnami i melodyjnym wokalem na dwa głosy, a zakończyć kawałek prawdziwą kanonadą. Nie ma dłużyzn, jednostajności. Tło czasami uzupełniają różne hałasy. Peter Adams doskonale wpasował się w zespół (gitarowa imitacja helikoptera w "War, Wisdom And Rhyme" robi wrażenie). Niby nie jest bardzo skomplikowanie, ale gdy dokładnie się wsłuchać, nie sposób nie dostrzec, że Baroness przyłożył się do detali i rozplanował je tak, iż znakomicie koloryzują piosenki. Muzyczna wyobraźnia prowadzi ich w rozmaite krainy i ewidentnie z każdej z nich starają się przywieźć nam ciekawą pamiątkę. Będę zdziwiony, jeśli "Blue Record" nie stanie się dla zespołu przepustką do uznania na szerszą skalę.
"Blue Record" to taka płyta, że po wybrzmieniu jednej kompozycji w napięciu czekamy, co będzie na kolejnej. Klamrami spinającymi całość są delikatne, instrumentalne utwory "Bullhead's Psalm" i "Bullhead's Lament" (oprócz nich są jeszcze dwa kawałki bez wokali). Pomiędzy nimi obcujemy z interesującymi kompozycjami, w których szybko grająca, brudna, przesterowana gitara może nagle zmienić się w instrument kreujący niemalże sielski, błogi nastrój, by po chwili zderzyć się z gęsto grającymi bębnami i melodyjnym wokalem na dwa głosy, a zakończyć kawałek prawdziwą kanonadą. Nie ma dłużyzn, jednostajności. Tło czasami uzupełniają różne hałasy. Peter Adams doskonale wpasował się w zespół (gitarowa imitacja helikoptera w "War, Wisdom And Rhyme" robi wrażenie). Niby nie jest bardzo skomplikowanie, ale gdy dokładnie się wsłuchać, nie sposób nie dostrzec, że Baroness przyłożył się do detali i rozplanował je tak, iż znakomicie koloryzują piosenki. Muzyczna wyobraźnia prowadzi ich w rozmaite krainy i ewidentnie z każdej z nich starają się przywieźć nam ciekawą pamiątkę. Będę zdziwiony, jeśli "Blue Record" nie stanie się dla zespołu przepustką do uznania na szerszą skalę.
>
Aktualności










