Recenzja

19-11-2010-11:41:26

Jeff Beck - "Emotion & Commotion"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Genialny artysta nagrał genialną płytę. Nowego dzieła Jeffa Becka warto słuchać wielokrotnie, by odkryć jego niesamowite piękno i wchłonąć zawarte na nim emocje.
Jeffa Becka wciąż kręci szukanie, eksperymentowanie, dobieranie ciekawych współpracowników. Stąd na płycie obecność paru urokliwych i utalentowanych pań. Najbardziej znaną jest rzecz jasna Joss Stone, która kapitalnie wypada w coverze "I Put A Spell On You" oraz w "There's No Other Me". W tym drugim pokazuje wściekłe, drapieżne rockowe oblicze, którego wcześniej nie znaliśmy, a które pasuje do niej nie gorzej niż wędrówki po soulu. Poruszające są wokalizy autorstwa mało znanej, aczkolwiek niezwykle ciekawej Angielki Olivii Safe w cudnym, lekko jazzującym "Serene" i podniosłym "Elegy For Dunkirk". Pięknie melancholijny nastrój zbudowała swoim wokalem Imelda May w "Lilac Wine". Ostatnia z utalentowanych pań na płycie to znakomita australijska basistka Tal Wilkenfeld, współpracująca z Jeffem od paru lat. Z Vinniem Colaiutą stworzyła powalającą sekcję rytmiczną, której maestrię można podziwiać choćby w "There's No Other Me".

Album to w większości przeróbki. Niektóre zaskakujące, wszystkie zinterpretowane genialnie. Artysta dokonał sztuki niemałej, bo doskonale dopasował do kilku piosenek partie 64-osobowej orkiestry. Nie ma tak, że Jeff gra sobie, orkiestra sobie, jak bywało w wielu wcześniejszych małżeństwach rockowo-orkiestrowych. Na "Emotion & Commotion" jedno wynika z drugiego lub drugie uzupełnia. Geniusz Jeffa Becka polega między innymi na tym, że potrafi trzymać w ryzach swój doskonały warsztat i generować tyle dźwięków, ile potrzeba do zbudowania właściwej atmosfery. Nie ma na albumie zbędnej nuty, wszystko ładnie płynie i jest ułożone w sposób niezwykle przemyślany. Emocji i wzruszeń mamy mnóstwo. Interpretacja "Over The Rainbow" działa równie mocno, jak wykonanie Judy Garland, a niejednemu oczy się zaszklą przy instrumentalnej wersji arii "Nessun Dorma" z "Turandot" Pucciniego. Jeff nie zapomina, że wyrósł z rocka i bluesa, o czym przekonuje choćby w nieco hendriksowskim "Hammerhead". Daje nam też romantyczny, wykwintny jazz, pełen uspokajającej przestrzeni, który mógłby być soundtrackiem do miłosnej opowieści.

Inny przejaw geniuszu Becka polega na tym, że gitarzysta nie ma ciśnienia, by być na pierwszym planie. Gdy trzeba, usuwa się w cień lub milknie zupełnie, oddając utwór we władanie na przykład smyczków. Płyta brzmi znakomicie, w czym zasługa między innymi legendarnego Trevora Horna.

Jeśli można się do czegoś przyczepić, to do mocno kiczowatej okładki. Czegoś takiego, jak orzeł z rozpostartymi skrzydłami, trzymający w szponach gitarę Fendera, spodziewałbym się prędzej po wykonawcach pokroju Manowar. Ale to w sumie drobiazg. Na okładkę patrzyć nie musimy. Ci, którzy wybiorą wydanie limitowane, mogą zaś obejrzeć z DVD fragment świetnego koncertu mistrza podczas Crossroads Guitar Festiwal 2007 przed 40-tysieczną publicznością. Jeff jak zwykle zachwyca. Ale warto to zobaczyć także dla Tal Winkenfeld i Vinniego Colaiuty. Taką sekcję rytmiczną, która popisując się, bawi się muzyką, nieczęsto się ogląda. "Emotion & Commotion" to arcydzieło. Arcydzieło dla tych, którzy lubią muzykę ambitną, przy której można się zadumać, wzruszyć, pośmiać, rozerwać.

>

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

TAGI: jeff beck