Recenzja
14-02-2011-13:36:58
Nouvelle Vague - "Couleurs Sur Paris"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Francuski kolektyw nie chce być zaszufladkowany jako mistrzowie ładnego, miłego dla ucha, ale na dłuższą metę nudnego grania w stylu lounge i bossa nova. Ich aspiracje sięgają dalej, czego całkiem udanym dowodem jest najnowsze wydawnictwo.
Marc Collin i Olivier Libaux postanowili przypomnieć fanom o datowanej na przełom lat 70. i 80. ubiegłego wieku rewolucji punkowej oraz new wave'owej. Jak zwykle starannie wyselekcjonowali oryginalne nagrania, których coverów się podjęli. Są to zarówno numery uznawane za hymny tamtego okresu (chociażby pochodzące z 1977 roku "Dereglee" wykonane wówczas przez Maris-France czy "Putain Putain" TC Matic), jak i perełki głębokiego podziemia. Kluczem jest próba przypomnienia ówczesnego klimatu, narysowanego dźwiękami przez Collina i Libaux na nowo, współczesnymi środkami. Co za tym idzie zamiast punkowego i rockowego brzmienia, Nouvelle Vague wybierają raczej elegancki funk oraz soul. Nie można im zarzucić jednak miałkości. Dostosowując się niejako do charakteru oryginałów, muzycy nawet w najbardziej popowych kompozycjach przemycają trochę brudu, szumu.
Gdy do tych kompozycji dokładają swoje doskonali goście wokalni (od Vanessy Paradis, jak zawsze ujmującej, przez Camille, Yelle, aż do Cocoon) wszystko układa się w przemyślaną, intrygującą całość. Tytuł płyty to nawiązanie do punkowego utworu Oberkampf z 1981 roku, ale album Nouvelle Vague z pewnością aż takiej rewolucji jak tamto nagranie nie wywoła. Może sprawić jednak słuchaczowi dużo przyjemności, a zarazem otworzyć fanów lekkich brzmień "knajpowych" na dokonania zapomnianych twórców sprzed lat. Innymi słowy przyjemne z pożytecznym.
Gdy do tych kompozycji dokładają swoje doskonali goście wokalni (od Vanessy Paradis, jak zawsze ujmującej, przez Camille, Yelle, aż do Cocoon) wszystko układa się w przemyślaną, intrygującą całość. Tytuł płyty to nawiązanie do punkowego utworu Oberkampf z 1981 roku, ale album Nouvelle Vague z pewnością aż takiej rewolucji jak tamto nagranie nie wywoła. Może sprawić jednak słuchaczowi dużo przyjemności, a zarazem otworzyć fanów lekkich brzmień "knajpowych" na dokonania zapomnianych twórców sprzed lat. Innymi słowy przyjemne z pożytecznym.
>
Aktualności










