Recenzja

19-06-2011-23:31:32

Digitalism - "I Love You, Dude"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Ni to muzyka do nocnych klubów, ni na koncerty w wakacyjnym słońcu… Niemiecka grupa Digitalism próbuje znaleźć złoty środek pomiędzy indiepopem, a połamanymi, nowoczesnymi brzmieniami. Niepotrzebnie.
Od czasu ich debiutu minęły cztery lata. Być może tak długa przerwa sprawiła, że Niemcy na kolejnym albumie próbowali zmieścić jak najwięcej uzbieranych pomysłów, które wydawały im się warte uwagi. To mogłoby tłumaczyć nierówny poziom nowej płyty, a zwłaszcza wyraźną próbą przypodobania się młodszej publiczności, która przebija z co drugiego na tym krążku kawałka. Kompozycjami "2 Hearts", "Circles", "Just Gazin'" czy "Forrest Gump", której współautorem jest Julian Casablancas z The Strokes, grupa Digitalism robi mocny ukłon w kierunku indiepopowej publiczności, pchając się na wielkie sceny letnich festiwali absolutnie niezdominowanych przez muzyką klubową. Cała reszta to już dźwięki, w których Niemcom zdecydowanie bardziej do twarzy. Choć nie mogą się uwolnić od fascynacji twórczością Daft Punk, choć wciąż niebezpiecznie zbliżają się do Francuzów ("Miami Showdown" to zagubiony track z niedawnej ścieżki dźwiękowej do superprodukcji "Tron: Dziedzictwo") , w utrzymanych w stricte klubowej stylistyce kawałkach brzmią bardziej przekonująco. Tak jest chociażby w mrocznym, ale porywającym numerze "Reeperbahn" czy kapitalnym zakończeniu w postaci "Encore" (jedna tylko co do niego uwaga - ten utwór powinien otwierać, a nie zamykać płytę).

"I Love You, Dude" to tym samym dwa albumy w jednym, na czym traci wydawnictwo. Uratować mogłoby je tylko wydanie dwupłytowego materiału z prawdziwego zdarzenia, na którym Digitalism zaprezentowaliby w pełni swoje dwa oblicza - i to za dnia, i to - ciekawsze - z nocy. Może następnym razem?

>

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

TAGI: digitalism