Recenzja
06-07-2011-12:43:30
Tom Vek - "Leisure Seizure"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Pamiętacie Toma Veka? Jeśli nie, warto sobie przypomnieć. A jeśli w ogóle nie znacie, najwyższy czas poznać tego bardzo zdolnego 30-latka.
Sama nie pamiętam, w jakich dokładnie okolicznościach, w połowie poprzedniej dekady poznałam Toma Veka. Pamiętam jednak, że album "We Have Sound" zrobił na mnie spore wrażenie, ale - prawdopodobnie jak większość - w natłoku wielu innych, coraz liczniej pojawiających się artystów najzwyczajniej o nim zapomniałam. Gdy jednak pojawiła się wiadomość o nowej płycie, przypomniał mi się ten beznamiętny, chropowaty wokal, hałasujące gitary, genialna połamana rytmika. Odkurzona debiutancka płyta Anglika po latach nic nie straciła. "C-C (You Set the Fire in Me)" to wciąż genialny numer, a garażowe brzmienia połączone z taneczną energią niezmiennie porywają. Podobnie jest z drugim dziełem mulitinstumentalisty z Londynu. Mnóstwo tu brudnej, poszatkowanej elektroniki i rozedrganych, nerwowych innych dźwięków. Nadal też kluczową rolę odgrywa nieprzewidywalna, karkołomna rytmika (chwilami wręcz drumnbassowa), w jakiś dziwny sposób idealnie zgrywająca się ze znakomitymi melodiami, bo o refrenach nasz bohater na szczęście nie zapomniał. Więcej tu syntetycznych, acz niewygładzonych aranżacji, nieco dubstepowego niepokoju, gęstszych, brzmieniowych kolaży, bardziej wyrazista jest też pulsująca linia basu à la New Order. Niezmienny zupełnie pozostaje natomiast swoisty punkowy charakter i beznamiętny, chropowaty głos Veka. Gdyby na siłę szukać porównań, najwięcej tu Becka w bardziej frywolnym wcieleniu i Talking Heads.
Na nagranie "Leisure Seizure" potrzebnych było muzykowi sześć lat. Jeśli kolejna płyta będzie równie dobra, cierpliwie będę czekać kolejnych sześć.
Na nagranie "Leisure Seizure" potrzebnych było muzykowi sześć lat. Jeśli kolejna płyta będzie równie dobra, cierpliwie będę czekać kolejnych sześć.
>
Aktualności










