Recenzja

21-09-2011-21:43:00

Jason Derülo - "Future History"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Drugi w karierze longplay piosenkarza Jasona Derülo może się spodobać zarówno fanom R&B, jak i popu. Sprawdzi się zapewne na niejednej domówce. Do historii jednak z pewnością nie przejdzie.
Nie ulega wątpliwości, że wokalista ma całkiem niezły głos i sprawnie się nim posługuje. Trudno jednak wyróżnić go na tle konkurencji, bo też o ile barwa czy skala są w porządku, to póki co gwiazdor na bakier jest z charyzmą. To tyczy się również tekstów, które mogliby śpiewać zarówno Chris Brown, jak i Usher czy Bobby Valentino. Trudno jednak winić za to wyłącznie Jasona, bo - w pewnym stopniu - taka dziś przypadłość całej sceny popowego R&B, gdzie od dawna bardziej liczy się efektowny klip i łatwy do rozpoznania sampel w bicie, aniżeli przekaz. Nic więc dziwnego, że w pamięci najbardziej pozostają otwierający album "Don't Wanna Go Home", który od kilku tygodni mocno miesza na listach przebojów czy też wyprodukowany przed RedOne'a "Fight for You". Generalnie obsada krążka, jeśli chodzi o autorów kompozycji jest całkiem niezła. Kilka kawałków wyszło spod ręki J.R. Rotema, któremu brakuje może trochę przebojowości, jaką imponował przy produkcjach Rihanny sprzed lat, ale wciąż jest gwarancją pewnego poziomu. I tak na dobrą sprawę tym zdaniem można podsumować cały album. Wszystko na "Future History" jest niezłe, artysta zadbał o to, aby płyta się szybko nie nudziła, dobrze wyważył proporcje pomiędzy spokojnymi kompozycjami, a numerami klubowymi. Mam jednak wątpliwości, czy do wydawnictwa będziemy wracać za kilka miesięcy, a wręcz tygodni. Bo to przyjemny, nieźle wyprodukowany, ale jednak produkt bez historii.

>

Podziel się na facebooku! Tweetnij!