Recenzja

18-07-2012-21:58:00

Public Enemy - "Most of My Heroes Still Don't Appear on No Stamp"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Może to trzymająca mnie postopen'erowa euforia, a może - i bardziej skłaniam się ku tej opcji - po prostu Public Enemy nagrali naprawdę dobrą płytę.
Koncert nowojorczyków w Gdyni był jednym z jaśniejszych punktów festiwalu. I nie tylko dlatego, że ich obdarzony pięknym, śpiewnym głosem kolega wykonał mocno łamaną polszczyzną "Hej sokoły". Dlatego, że Chuck D i Flavor Flav są w znakomitej formie. Dlatego, że ich formuła łączenia hip-hopu z rockiem nadal się sprawdza, a przede wszystkim dlatego, że Public Enemy potrafią tworzyć świetne, wyraziste numery. No tak, tylko miało być o płycie, a nie o koncercie, nieprawdaż? Zabieg ów jest jak najbardziej zamierzony, bowiem wszystko, co powyżej ma przełożenie na "Most of My Heroes Still Don't Appear on No Stamp". Panowie są na scenie od 30 lat, tymczasem ich nowy album pełen jest energii, zaangażowania. Zachwyca też brzmienie. Bo chociaż od razu można rozpoznać, że mamy do czynienia z Public Enemy, jest w tych numerach sporo świeżości, różnorodności. Brzmią one zarazem oldschoolowo, dokładnie tak, jak od Public Enemy oczekujemy, ale na pewnej płaszczyźnie są jak najbardziej współczesne. Bez uciekania do modnych, popularnych sztuczek i zagrywek, ale i bez wałkowania wyłącznie znanych i sprawdzonych patentów. Jest pomysłowo i ciekawie. Mamy do czynienia z klasycznym hip-hopem, ale gdzie trzeba zaostrzonym rockowo ("Run Til Its Dark", "Hoover Music"), rozbujanym funkowo ( "I Shall Not Be Moved") , zmiękczonym przez melodię i elektronikę ("WTF?"). Świetne scratche i sample, jak zwykle niezawodne dęciaki. Panowie nie boją się jednak czasem poeksperymentować, co dlań nietypowe, acz będące znakiem naszych czasów, zaprosili też gości (choć żadnemu nie udało się przyćmić gospodarzy, najbliżej był chyba Brother Ali). Uwagę też zwraca mistrzowska produkcja. Krótko mówiąc, wszystko tu gra, jest jak należy. Mocne "Get Up Stand Up", ciekawie rozbudowane " I Shall Not Be Moved" i gęste "Truth Decay" to zaledwie kilka z naprawdę dobrych punktów programu.

"Most of My Heroes Still Don't Appear on No Stamp" to najprościej mówiąc zacna płyta. Taka, która pozwala spojrzeć na Public Enemy jak na znakomity zespół, a nie zespół, który niegdyś był znakomity. Taka, która oferuje niemało muzycznych doznań, smaczków i niuansów, a w końcu taka, której od początku do końca dobrze się słucha. Ten album przypomina dom po remoncie. Niby ten sam, doskonale znany, ze swoim specyficznym zapachem, zakamarkami, ale jednak nieco inny, zmieniony, przystosowany do obecnych realiów.

>

Podziel się na facebooku! Tweetnij!