Recenzja

09-10-2018-00:20:04

Riverside - Wasteland



Ocena:

Nowe wydawnictwo rodzimego Riverside zaskakuje. Oczywiście jest to nadal ten sam zespół z wyrobionym na przestrzeni lat własnym stylem, ale na „Wasteland” naprawdę czuć powiew muzycznych zmian, dopieszczanie stylistyki i samego brzmienia. I jakkolwiek inspiracją dla „Wasteland” była próba zmierzenia się z rzeczywistością życia w świecie postapokaliptycznym, to słychać na płycie tęsknotę za „bratem” z zespołu – Riverside nadal płacze po zmarłym przedwcześnie Piotrze Grudniu. Tym samym jest to pierwsza produkcja studyjna Riverside jako trio od czasów powstania formacji.

Pierwsze co rzuca się w uszy po zapoznaniu się z treścią „Wasteland” to produkcja albumu. Każdy instrument jest bardzo wyraźny, całość podkreśla konkretna praca basu i perkusji – zwłaszcza bębny są bardzo wysunięte na pierwszy plan. Osobiście właśnie takie podejście do zagospodarowania przestrzeni dźwiękowej preferuję jako słuchacz – skondensowane klimatycznie.

Przyznam szczerze, że powoli czuję, iż „Wasteland” zostanie moim ulubionym krążkiem Riverside. Słyszę tutaj echa i mgliste cienie dźwięków prezentowanych w stylu Anathemy, Pendragona (piękne instrumentalne partie) a nawet Pain of Salvation – skoncentrowana produkcja jednocześnie bogata emocjonalnie i dźwiękowo. Ponadto fakt, iż trio wspierane w studio solówkami Macieja Mellera i skrzypcami Michała Jelonka ograniczyło wykorzystywanie syntezatorów na rzecz np. organów Hammonda przyjąłem z miłym zaskoczeniem.

Nie ma tutaj miejsca na rozpływanie się nad zaletami każdego z utworów na płycie. Wspomnę tylko, że każdy jest starannie dopieszczony aranżacyjnie, nie dziwię się, że sam zespół określił „Wasteland” jako swoje najbardziej „emocjonalne” wydawnictwo. Odnajdą się tutaj zarówno fani pięknych melodii, progresywnych aranżacji, jak i mroczniejszych gitarowych wycieczek, w klimaty znane z poprzednich albumów Riverside. Osobiście zakochałem się w „Guardian Angel” od pierwszych dźwięków. Ten utwór jest kwintesencją „nowości” dopieszczających bogaty arsenał progresywnego oręża zespołu – Marcin Duda brzmi jak nieślubny, młody muzyczny „syn” Johnnego Casha i Nicka Cave’a . Jednocześnie w tym utworze doskonale słychać wspomnianą przeze mnie „kompensację” brzmienia, przy umiejętnym zachowaniu bogatego ładunku emocjonalnego.

Właśnie ten album poleciłbym każdemu fanowi dobrego i progresywnego grania, który nie miał okazji (naprawdę, są tacy?), a chciałby rozpocząć swoją znajomość z jakże obfitą w emocje twórczością Riverside. Wierni słuchacze docenią z kolei dyskretną ewolucję muzyczną formacji.


Lista utworów:

  1. 1. The Day After00:01:48
  2. 2. Acid Rai00:06:03
  3. 2. Part I - Where Are We Now
  4. 2. Part II - Dancing Ghosts
  5. 3. Vale Of Tears00:04:49
  6. 4. Guardian Angel00:04:24
  7. 5. Lament00:06:09
  8. 6. The Struggle For Survival00:09:32
  9. 6. Part I - Dystopia
  10. 6. Part II - Battle Royale
  11. 7. River Down Below00:05:41
  12. 8. Wasteland00:08:25
  13. 9. The Night Before00:03:59

autor: Maciej Chrościelewski / koncertomania.pl

Podziel się na facebooku!

TAGI: riverside