Recenzja

31-12-2011-14:26:03

Beyoncé - "4"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Beyoncé ma zaledwie kilka lat mniej niż ja. Nie ukrywam, różni nas wiele, ale po najnowszej płycie gwiazdy słychać, że jako małe dziewczynki słuchałyśmy podobnej muzyki.

Singlowy "Run The World (Girls)" to taka trochę zmyła. Skądinąd znakomity utwór prezentuje nowoczesne, dość odważne oblicze artystki. Napędzany plemiennym rytmem numer mocno jednak odstaje od reszty. "4" to płyta kłaniająca się w pas muzyce pop przełomu lat 80. i 90. Takiej roztańczonej, bardzo dziewczęcej, nieco zabarwionej na soulowo, zgrabnie łączącej syntezatory z żywymi instrumentami. W odróżnieniu od większości współczesnych produkcji, klawisze nie są tu jednak agresywne, odhumanizowane, lecz rzęsiste, subtelne, czasem trochę rockowe.

Whitney Houston i Madonna z początków kariery to doskonałe wskazówki, szczególnie w "Lay Up Under Me" i "Schoolin' Life" znajdujących się w wersji deluxe wydawnictwa. Z kolei "Love On Top" pachnie Michaelem Jacksonem (czy wręcz The Jacksons 5). Przebijają też echa Motown, głównie za sprawą szczodrze wykorzystywanych dęciaków. Zresztą, aranżacje to jeden największych atutów dzieła. Poza trąbkami i im podobnymi, fajnie wpleciono na przykład gitary a la Prince. Nie brakuje też chórków, a sama bohaterka zdaje się być z każdą płytą coraz lepszą wokalistką ("1+1" przyprawia o ciarki na plecach). Mimo, iż Beyoncé tęsknie patrzy w przeszłość, razem ze swoimi producentami wie też doskonale, jak muzyka popularna powinna brzmieć dziś, czego najlepszym dowodem wspomniany singel i "Countdown". O dziwo wyprodukowane przez Kanye Westa "Party" z udziałem Andre 3000 z Outkast to bardzo klasyczna rzecz (poza rapowaną wstawką), z kolei "End of Time" przywołuje na myśl złote czasy Destiny's Child.

"4" ma oczywiście słabsze momenty, nigdy nie przekonywały mnie rzewnie-pościelowe ballady, a tych nie brakuje, mnóstwo tu jednak ładnych, naprawdę ładnych piosenek.

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

TAGI: Beyoncé