Recenzja
03-12-2009-03:51:41
Placebo - "Battle for the Sun"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Głośna, zadziorna, chwilami nawet wściekła. Nowa płyta Placebo zaskakuje gitarową ostrością i siłą. I tylko tym.
To nie tak, że nie lubię Placebo. Po prostu uważam, że to muzyka, z której się wyrasta wraz z gniewno-gotyckimi makijażami i kłótniami z rodzicami, o której godzinie należy wrócić do domu. Dawka egzaltacji, jaką proponuje Brian Molko i spółka jest dla dojrzałego człowieka najzwyczajniej nieprzyswajalna. Niemniej na najnowszym dziele owa nadmierna ekspresja została przykryta grubą warstwą rzężących gitar.
Większość "Battle for the Sun" to hałasujące numery, niektóre nawet z przebojowym potencjałem ("Ashtray Heart ", singlowy, " For What It's Worth", " The Never-Ending Why"). David Bottrill postarał się, by dawka dźwięków była maksymalnie skondensowana, by poszczególne nuty wręcz gryzły się, dzięki czemu materiał brzmi naprawdę mocno a czasem wręcz surowo i jazgotliwie (bardzo udany otwierający zestaw "Kitty Litter", utwór tytułowy). Poza tym mamy jednak do czynienia z typowym Placebo. Pop-rockowe melodie i teksty pokroju "you're a slow motion suicide" czy "looks like the devil's here to stay". Najbardziej jaskrawym przykładem jest natchnione "Speak in Tongues" i Brian wyśpiewujący tym swoim lamentującym głosem "we can build tomorrow, today" oraz spokojne "Happy You're Gone" z dramatycznym refrenem okraszonym smykami. Poza tym jednak - muzycznie - nowego Placebo słucha się całkiem dobrze. Sporo tu nerwowej motoryki ("Breathe Underwater"), nieco industrialnego chłodu ("Devil in Details") i dużo melodii.
Dziennikarz "Mojo" przekonywał, że to najlepszy album tria od czasu "Without You I'm Nothing". Osobiście uwielbiam ich kolejny krążek "Black Market Music", więc z brytyjskim krytykiem nie mogę się zgodzić, ale niewątpliwie "Battle for the Sun" wypada lepiej niż "Sleeping with Ghosts" i na pewno o niebo lepiej od "Meds".
Większość "Battle for the Sun" to hałasujące numery, niektóre nawet z przebojowym potencjałem ("Ashtray Heart ", singlowy, " For What It's Worth", " The Never-Ending Why"). David Bottrill postarał się, by dawka dźwięków była maksymalnie skondensowana, by poszczególne nuty wręcz gryzły się, dzięki czemu materiał brzmi naprawdę mocno a czasem wręcz surowo i jazgotliwie (bardzo udany otwierający zestaw "Kitty Litter", utwór tytułowy). Poza tym mamy jednak do czynienia z typowym Placebo. Pop-rockowe melodie i teksty pokroju "you're a slow motion suicide" czy "looks like the devil's here to stay". Najbardziej jaskrawym przykładem jest natchnione "Speak in Tongues" i Brian wyśpiewujący tym swoim lamentującym głosem "we can build tomorrow, today" oraz spokojne "Happy You're Gone" z dramatycznym refrenem okraszonym smykami. Poza tym jednak - muzycznie - nowego Placebo słucha się całkiem dobrze. Sporo tu nerwowej motoryki ("Breathe Underwater"), nieco industrialnego chłodu ("Devil in Details") i dużo melodii.
Dziennikarz "Mojo" przekonywał, że to najlepszy album tria od czasu "Without You I'm Nothing". Osobiście uwielbiam ich kolejny krążek "Black Market Music", więc z brytyjskim krytykiem nie mogę się zgodzić, ale niewątpliwie "Battle for the Sun" wypada lepiej niż "Sleeping with Ghosts" i na pewno o niebo lepiej od "Meds".
>
Aktualności










