Recenzja

12-02-2010-00:31:14

Street Sweeper Social Club - "Street Sweeper Social Club"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Nietuzinkowy, lewicujący rockman i tuzinkowy raper-komunista oraz ich rockowo-rapowa tuba dla lewackich treści społeczno-politycznych. Efekt jest taki sobie.
Mocna, nasączona funkiem gitara Morello, dobrze znana z wcześniejszych dokonań tego wyjątkowego muzyka, wzmocniona przez wysunięty bas i solidne bębny, tym razem nie rzuca na kolana. Całość jest monotonna, tempo dość jednostajne, a Boots w niezbyt wymyślny sposób rapuje o niesprawiedliwości społecznej świata, chętnie używając słowa "motherfucker". Czasem dodane są chóry, jakby z propagandowych wieców, które podczas koncertów z łatwością podchwyci publika. Tom sporadycznie prezentuje umiejętności solisty, częściej operując mięsistym riffem, który buja nas przez moment, lecz po chwili usypia zamiast rozgrzać do czerwoności. Stosuje różne modulacje dźwięków, które robiły wrażenie w początkach Rage Against The Machine, ale dziś nie stanowią zaskoczenia, bo jeśli Morello podłącza gitarę do prądu to oczekujemy, że będzie się nią bawił w charakterystyczny dla siebie sposób. Tom bardziej przekonuje pod szyldem The Nightwatchman, będąc mocno lewicującą inkarnacją Boba Dylana, niż poddając recyclingowi pomysły sprzed lat. W tym wcieleniu był przynajmniej element zaskoczenia. Riley nie ma charyzmy Zacka de la Rochy czy Chrisa Cornella a zakres jego wokalnej wypowiedzi jest dość wąski, chwilami okraszony skreczami czy dzwoneczkami w tle.

Najciekawiej jest pod koniec, gdzie zamieszczono rozpoczynający się spokojnie "Good Morning, Mrs. Smith", w którego środek Morello wsadził świetny, bujający riff, oraz drugi najmocniejszy punkt albumu, utrzymany w beztroskim, wesołym, wręcz imprezowym klimacie "Promenade", przy którym wysiedzieć spokojnie nie sposób. Idealny materiał na singel. Dobrze wypada przedzielający wspomniane numery mocny i ciężkawy "Megablast".

Płyta nie zmęczy nas mocno, gdyż trwa niespełna 40 minut. Pozostaje niedosyt, bo po artyście pokroju Morello spodziewałem się czegoś bardziej zaskakującego. To wcielenie muzyk powinien pożegnać debiutanckim albumem, bo w jego ramach bardziej przekonująco chyba wypowiedzieć się nie zdoła. Może czas dogadać się z kolegami z RATM w kwestii premierowych nagrań? A może z Cornellem, który ostatnio błądzi niczym dziecko we mgle?

>

Podziel się na facebooku! Tweetnij!