Recenzja

02-10-2012-15:57:59

Papa Roach - "The Connection"

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

Czasami, gdy zespół wyraźnie przemeblowuje swój styl można mówić o artystycznej odwadze. Czasami też o kalkulacji. W przypadku Papa Roach chodzi raczej o to drugie. A szkoda.
Papa Roach to prawdziwi poszukiwacze. Startowali z numetalowego pionu, później gdy stał się on już passé - jak większość, chcieli się od niego odciąć, przez moment starali się być nowym Faith No More, a w 2009 roku przypomnieli o sobie płytą o wszystko mówiącym tytule "Metamorphosis" (na tytule się jednak skończyło). Teraz postanowili pójść w ślady kapeli, z którą niemalże dokładnie dekadę temu ścigali się na listach przebojów - Linkin Park. To znaczy, otworzyli się szeroko na możliwości jakie stwarza elektronika. Tak, wiem, że muzycy opowiadali, iż za stylistyczne drogowskazy postawili sobie Nine Inch Nails, The Prodigy czy Enter Shikari. Proszę jednak zapoznać się z "Silence is the Enemy", kawałek brzmi jak podprowadzony kolegom z Linkin ze studia.

Oczywiście, jak to w przypadku każdego pragnącego pozostać na fali artysty bywa, nie mogło obyć się bez dubstepu (weźmy singlowe "Still Swingin'"). Aby było jasne, nie mam nic przeciwko łączeniu rocka z elektroniką, jak i samemu Linkin Park. O ile jednak Shinoda, popchnął swój zespół ku przyszłości i zagwarantował miejsce w rockowej ekstraklasie, Jacoby i spółka wepchnął grupę na rockowo-popowe mielizny, bo po drodze uleciały z zespołu agresja i polot, które wyróżniały ich spośród konkurencji. Nie znaczy, że panowie odpuścili totalnie. Gitary pięknie walą, np. na początku "Where Did the Angels Go". Co z tego, skoro później otrzymujemy słodki, niemalże taneczny refren, skonstruowany prosto pod gimnazjalną dyskotekę. A słodycz wylewająca się z niektórych piosenek, potrafi przyprawić o mdłości. Nawet jeśli pan wokalista ogłasza siebie "Leader of the Broken Hearts" (co samo w sobie brzmi jak parodia) otrzymujemy refren, który mógłby posłużyć za podkład do familijnej reklamy pasty do zębów tudzież aparatu fotograficznego, który upamiętni najlepsze chwile z bliskimi. Litości - mówimy przecież o kapeli, która potrafiła w przeszłości całkiem porządnie przyłożyć, a nie o grupie, który zamierza konkurować o publiczność z Enrique Iglesiasem.

Dla tych, którzy znają band pobieżnie albo wcale (o ile tacy są) podpowiem, aby nie dali się zwieść groźnemu wizerunkowi muzyków. To nie uciekinierzy z San Quentin, raczej kolesie, którzy godzinami układają włosy i w klipach strzelają groźne miny, a wieczorami, jak już nikt nie patrzy, oglądają "90210". Bo ich nowe dzieło to muzyka, której targetem są właśnie miłośnicy produkcji o trudach bycia młodym, pięknym i bogatym w Beverly Hills.

>

Podziel się na facebooku! Tweetnij!

TAGI: papa roach