Wspólna płyta rodziny Cugowskich od co najmniej dekady wydawała się pewnikiem. Muzyczny talent starszych synów Krzysztofa Cugowskiego można podziwiać od blisko 20 lat pod nazwą Bracia. Jednak dopiero wydana w 2013 roku płyta „Zmienić zdarzeń bieg” otworzyła im drzwi do ogólnopolskiego rozgłosu. W tym roku ta trójka wreszcie weszła wspólnie do studia, zabrała ze sobą Krzysztofa Juniora i na początku tego miesiąca zaprezentowała płytę „Zaklęty Krąg.”
Recenzja
Cugowscy - Zaklęty krąg
Podziel się na facebooku! Tweetnij!
Wydawnictwo zapowiadał utwór o tym samym tytule, który był bliski nowym kompozycjom Braci i ukłonem w stronę fanów Budki Suflera. Piosenka nagrana na trzy głosy, podparta solówką na gitarze elektrycznej sugerowała, że na rynek trafi album przewidywalny. Melodyjny, z domieszką rockowych elementów. Bezsprzecznie wart posłuchania, ale bardziej ze względu na fantastyczne głosy, które na niej śpiewają. Ale, czy tylko dlatego?
„Zaklęty Krąg” okazał się zbiorem 12 zaskakujących kompozycji, z której żadna nie jest taka sama, jak jej poprzedniczka, a zamiłowanie do muzyki i poszukiwania dźwięków wylewa się z każdego utworu. W przypadku tej płyty wypadałoby opisać każdą piosenkę z osobna, żeby pokazać, ile ukryto w niej ładnej różnorodności. I potwierdzić tym samym zakurzoną już tezę, że single zapowiadające albumy najczęściej wypadają blado na tle oddawanej w ręce słuchaczy całej płyty.
Jak wyobrażacie sobie brzmienie, tematykę albumu nagranego przez ojca z synami? Dwa, a nawet trzy pokolenia muzyków, którzy wychowywali się przy innych melodiach? Artystów, których otaczały zupełnie różne muzyczne realia? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie właśnie na tym albumie.
Tutaj z jednej strony wita nas „Mercedes Blue,” mogące spokojnie znaleźć się w repertuarze Budki Suflera, i jedna z najciekawszych piosenek na całym albumie. Z drugiej słuchamy „Jackie D.”, kawałka podkradzionego jakiemuś amerykańskiemu bandowi na co dzień grającemu w zadymionym klubie. Z trzeciej strony mamy jedyną na tym albumie piosenkę nagraną wspólnie z młodszym synem Krzysztofa. Utwór „Znów Pora w Drogę” będący jedną z kilku ballad, jakie wydano na płycie „Zaklęty krąg”.
Naturalne wydaje się doszukiwanie drugiego dna w śpiewanych przez nich tekstach, robienie z tej płyty rodzinnej terapii. Tylko po co?
„Zaklęty krąg” to męska płyta, z męskimi emocjami i dźwiękami, ale niepozbawiona melodyjnych utworów i… dobrej zabawy. Tak, to nie jest album smutny, rozliczeniowy. To płyta bardzo gitarowa, ale nie w znaczeniu głośnych, zbyt głośnych gitar. Zadbano o to, żeby z gitar wynurzał się przepiękny dźwięk pianina, bluesowych melodii, energicznych perkusji i przede wszystkim, żeby było słychać głosy. One są tutaj przecież bardzo istotne. Mamy przecież do czynienia z krążkiem nagranym przez jedne z najciekawszych barw na polskim rynku muzycznym!
Za co trzeba docenić „Zaklęty krąg”? Za dopieszczenie każdej piosenki. Za smaczki, takie jak pierwsze dźwięki gitary otwierające „Do niej”, czy sekcja dęta w „Weź Moją Duszę.” Za wykorzystanie żywych instrumentów i wypuszczenie albumu, który brzmi bardzo wiarygodnie – zarówno, gdy ma się w głowie utwory Budki Suflera, jak i piosenki zespołu Bracia. Nawet te z początków ich kariery, które nie były aż tak melodyjne, jak kompozycje z płyty „Zmienić zdarzeń bieg.” To wszystko czyni ten album jedną z ciekawszych płyt na polskim rynku muzycznym tej jesieni.
autor: Ania/Koncertomania.pl
>
Aktualności










