Recenzja
17-02-2010-13:06:42
Airbourne - "No Guts. No Glory."
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Nie zmienia się składu zwycięskiej drużyny, tak jak nie zmienia się formuły, która się sprawdza. Podobnie jak ich wielcy rodacy z AC/DC, tak i Airbourne postanowili trzymać się raz obranej muzycznej drogi.
Drugi album Australijczyków to ponownie rock and roll. Prosty, zadziorny, męski. Mięcho i ziemniaki - jak mówi wokalista kapeli, Joel O'Keeff. Utwory mają umiarkowany rytm, nadający się do przytupu i wymachiwania pięściami na koncercie, chwytliwe riffy a i solówek nie brakuje. Każdy z kawałków na "No Guts. No Glory." ma ponadto ogromny przebojowy potencjał. Szczególnie gdy Joel w refrenie wykrzykuje "Blonde, Bad & Beautiful". Szybko wpadają w ucho również "White Line Fever" czy "Overdrive". Nie znaczy to wcale, że to najlepsze z numerów w zestawie. Kapitalnie wypada chociażby rozpędzone "It Ain't Over Till It's Over".
Podobnie jak na debiucie, tak i na tej płycie nie sposób nie dostrzec wpływów AC/DC oraz całej barowo-rockowej sceny Antypodów i nie tylko. Szybkie, motoryczne "Raise The Flag" to na przykład ukłon w stronę Motörhead. Panowie mają jednak tego pełną świadomość. Niczemu nie zaprzeczają, a jedynie przekuwają te inspiracje na swój styl, tętniący młodzieńczą energią. Nie kombinują, nie silą na żadne eksperymenty, grają prosto z serca i śpiewają z trzewi.
Największą różnicę pomiędzy "Runnin' Wild" i "No Guts. No Glory." stanowi produkcja. Całość jest zdecydowanie cięższa. Pierwszy krążek był nieco suchy, nowy album brzmi natomiast zdecydowanie bardziej soczyście i zarazem surowo. Jest niczym krwisty, niewypieczony stek.
Airbourne nie odkrywa Ameryki, ani nawet Australii. To wspaniały, kipiący energią, treściwy rock and roll. Tylko tyle i aż tyle.
Podobnie jak na debiucie, tak i na tej płycie nie sposób nie dostrzec wpływów AC/DC oraz całej barowo-rockowej sceny Antypodów i nie tylko. Szybkie, motoryczne "Raise The Flag" to na przykład ukłon w stronę Motörhead. Panowie mają jednak tego pełną świadomość. Niczemu nie zaprzeczają, a jedynie przekuwają te inspiracje na swój styl, tętniący młodzieńczą energią. Nie kombinują, nie silą na żadne eksperymenty, grają prosto z serca i śpiewają z trzewi.
Największą różnicę pomiędzy "Runnin' Wild" i "No Guts. No Glory." stanowi produkcja. Całość jest zdecydowanie cięższa. Pierwszy krążek był nieco suchy, nowy album brzmi natomiast zdecydowanie bardziej soczyście i zarazem surowo. Jest niczym krwisty, niewypieczony stek.
Airbourne nie odkrywa Ameryki, ani nawet Australii. To wspaniały, kipiący energią, treściwy rock and roll. Tylko tyle i aż tyle.
>
Aktualności










