Recenzja
11-05-2011-10:10:06
Samael - "Lux Mundi"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Mam szacunek do zespołów, które dotrzymują obietnic złożonych w przedpremierowych obietnicach. Samael do nich należy. Szwajcarzy umiejętnie odświeżyli doskonale znaną formułę, zachowując elementy metalowej ekstremy.
Konsternacja wywołana wściekle blackmetalowym albumem "Above" minęła. Ale Szwajcarzy bynajmniej nie potraktowali wydawnictwa jako jednorazowego żartu albo próby sentymentalnego spojrzenia z przymrużeniem oka na dawne, undergroundowe dokonania, które dziś mają status kultowych. Bardzo szybkie tempa i agresywne gitary pożyczyli na "Lux Mundi", choć oczywiście w mniejszym procencie i z dodatkiem kontrolowanej surowizny.
Przeszłość całkowicie Samael z głów nie wywietrzała. W przedpremierowych zapowiedziach Vorph i Xy napomykali, że "Lux Mundi" będzie materiałem mocnym, surowo i agresywnie brzmiącym, lokującym się pomiędzy "Passage" a "Solar Soul", z większym przybliżeniem ku przełomowemu dziełu z lat 90. XX wieku. I rzeczywiście - jest ostro, mocno, chwilami brutalnie i w ultraszybkim tempie ("The Truth"). Xy zadbał o odpowiednie nasycenie syntezatorowymi orkiestracjami, podniosłymi, a także takimi do miarowego kołysania się na metalowej biesiadzie ("Antigod"). Waldemar Sorychta tradycyjnie siedział obok niego w studiu i czuwał, by brzmienie jak najlepiej dopasować. Parę numerów to kandydaci na koncertowe hymny, których Samael ma kilka w dorobku. I niech nikogo nie zmyli to "światło" w tytule. Na płycie królują mroczne, lekko mistyczne i transowe klimaty.
Szwajcarska grupa płytą "Above" wyprowadziła wielu w pole. Niejeden pewnie myślał, że skończyły jej się pomysły, więc bierze się za wygłupy. Nie podejrzewam Samael o premedytację, lecz nie zdziwiłbym się, gdyby zależało im na chwilowym odzwyczajeniu odbiorców od dobrze znanej oferty. Aby ją odświeżyć i podać w dobrej dźwiękowo oraz brzmieniowo oprawie na kolejnym materiale. Udało się naprawdę nieźle.
Przeszłość całkowicie Samael z głów nie wywietrzała. W przedpremierowych zapowiedziach Vorph i Xy napomykali, że "Lux Mundi" będzie materiałem mocnym, surowo i agresywnie brzmiącym, lokującym się pomiędzy "Passage" a "Solar Soul", z większym przybliżeniem ku przełomowemu dziełu z lat 90. XX wieku. I rzeczywiście - jest ostro, mocno, chwilami brutalnie i w ultraszybkim tempie ("The Truth"). Xy zadbał o odpowiednie nasycenie syntezatorowymi orkiestracjami, podniosłymi, a także takimi do miarowego kołysania się na metalowej biesiadzie ("Antigod"). Waldemar Sorychta tradycyjnie siedział obok niego w studiu i czuwał, by brzmienie jak najlepiej dopasować. Parę numerów to kandydaci na koncertowe hymny, których Samael ma kilka w dorobku. I niech nikogo nie zmyli to "światło" w tytule. Na płycie królują mroczne, lekko mistyczne i transowe klimaty.
Szwajcarska grupa płytą "Above" wyprowadziła wielu w pole. Niejeden pewnie myślał, że skończyły jej się pomysły, więc bierze się za wygłupy. Nie podejrzewam Samael o premedytację, lecz nie zdziwiłbym się, gdyby zależało im na chwilowym odzwyczajeniu odbiorców od dobrze znanej oferty. Aby ją odświeżyć i podać w dobrej dźwiękowo oraz brzmieniowo oprawie na kolejnym materiale. Udało się naprawdę nieźle.
>
Aktualności










