Recenzja
14-04-2010-00:18:49
Mariah Carey - "Memoirs of an Imperfect Angel"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Każda płyta Mariah Carey to wielkie wydarzenie na scenie muzyki pop. Wygląda jednak na to, że bardziej z racji na jej historyczne dokonania, aniżeli rzeczywistą wartość jej muzyki obecnie.
"Memoirs of an Imperfect Angel" brzmi jak manifest 40-letniej dziewczyny, która niby wciąż chce być młoda, ale tak naprawdę nie ma już ani świeżości, ani niczego ciekawego do przekazania. Teksty na poziomie wciąż miotającej się w swoich uczuciach nastolatki w pewnym wieku już zwyczajnie nie przystają i obnażają niestety, że dla Carey muzyka przestała być prawdziwą pasją a jest tylko produktem. Można iść bowiem o zakład, że właśnie takiej warstwy tekstowej oczekiwali od niej fani, ślepo patrzący na każdy ruch idolki.
Sytuację mogłaby poprawić muzyka, ale Tricky Stewart i The-Dream stali się niestety aż za bardzo schematyczni, co biorąc pod uwagę ich aktywność na rynku R&B i czarnego popu, działa na wybitną niekorzyść "Memoirs of an Imperfect Angel". Z płyty momentami po prostu wieje nudą. Carey nie specjalnie chyba rozumie, że jej siłą był wokal płynący po kompozycjach opartych bardziej o żywe brzmienia, a nie setną kopię tego, co akurat dominuje na Billboardzie. Jak bowiem zrozumieć to, że jej największy atut - głos został poddany w kilku miejscach auto-tune'owi?! Posunięcie beznadziejne, bo w ten sposób stracił on ciepło i korzystną barwę na rzecz metalicznej techniki.
Mariah nie musi sięgać po zabiegi, które pomagają przebić się na scenie wokalistkom pokroju Ciary. Szkoda tylko, że ona sama tego nie rozumie i chce być za wszelką cenę na czasie, zgodna z obecnymi trendami. W przypadku osoby, która kiedyś te trendy ustalała, możemy więc śmiało powiedzieć o wpadce. Wpadce naprawdę sporego kalibru.
Sytuację mogłaby poprawić muzyka, ale Tricky Stewart i The-Dream stali się niestety aż za bardzo schematyczni, co biorąc pod uwagę ich aktywność na rynku R&B i czarnego popu, działa na wybitną niekorzyść "Memoirs of an Imperfect Angel". Z płyty momentami po prostu wieje nudą. Carey nie specjalnie chyba rozumie, że jej siłą był wokal płynący po kompozycjach opartych bardziej o żywe brzmienia, a nie setną kopię tego, co akurat dominuje na Billboardzie. Jak bowiem zrozumieć to, że jej największy atut - głos został poddany w kilku miejscach auto-tune'owi?! Posunięcie beznadziejne, bo w ten sposób stracił on ciepło i korzystną barwę na rzecz metalicznej techniki.
Mariah nie musi sięgać po zabiegi, które pomagają przebić się na scenie wokalistkom pokroju Ciary. Szkoda tylko, że ona sama tego nie rozumie i chce być za wszelką cenę na czasie, zgodna z obecnymi trendami. W przypadku osoby, która kiedyś te trendy ustalała, możemy więc śmiało powiedzieć o wpadce. Wpadce naprawdę sporego kalibru.
>
Aktualności










