Recenzja
24-09-2012-12:24:36
Green Day - "!Uno!"
Podziel się na facebooku! Tweetnij!Green Day jaki jest, każdy widzi. A że wielu się to podoba, Green Day pozostaje Green Dayem.
Od kilku wydawnictw mamy do czynienia z czymś co informatycy nazwaliby Green Day wersja 2.0. To mocno przebojowe, adresowane do młodzieży, proste, bezpośrednie granie. Dawni fani się krzywią, ale do dzieciaków to trafia. Nie inaczej będzie z "!Uno!". Króluje chwytliwość i energia. Nic wyszukanego, wyrafinowanego, ale przecież nie o to chodzi. Większość piosenek nadaje się na imprezy późno highschoolowe/wczesno collage'owe i na koncerty. I tylko trochę boli, kiedy 40-letni Billie Joe Armstrong śpiewa "You will always be my sweet 16".
Utwory są zgrabne, odpowiednio wyważone do radia, ładnie, gładko wyprodukowane. Czasem zdarzy się jakiś bardziej zadziorny, surowy numer w stylu "Let Yourself Go" czy "Troublemaker" za sprawą rwanego rytmu przypominający dokonania The Hives. Jest też miejsce na lekko brytyjskie klimaty a la Franz Ferdinand ("Kill the DJ") czy nieco lżejsze, spokojniejsze granie ("Sweet 16"). Mimo tych niuansów to wciąż i przede wszystkim Green Day. Ani wybitnie zachwycający, ani szczególnie zaskakujący, bliższy popu niż punk rocka. I w tej kategorii bezkonkurencyjny.
"!Uno!" celuje przede wszystkim w przebojowość. W refreny, które łatwo będzie wykrzyczeć na koncertach, rytmy, przy których będzie można poskakać. Nic więcej.
Utwory są zgrabne, odpowiednio wyważone do radia, ładnie, gładko wyprodukowane. Czasem zdarzy się jakiś bardziej zadziorny, surowy numer w stylu "Let Yourself Go" czy "Troublemaker" za sprawą rwanego rytmu przypominający dokonania The Hives. Jest też miejsce na lekko brytyjskie klimaty a la Franz Ferdinand ("Kill the DJ") czy nieco lżejsze, spokojniejsze granie ("Sweet 16"). Mimo tych niuansów to wciąż i przede wszystkim Green Day. Ani wybitnie zachwycający, ani szczególnie zaskakujący, bliższy popu niż punk rocka. I w tej kategorii bezkonkurencyjny.
"!Uno!" celuje przede wszystkim w przebojowość. W refreny, które łatwo będzie wykrzyczeć na koncertach, rytmy, przy których będzie można poskakać. Nic więcej.
>
Aktualności










