Aktualności
W 1994 roku przepis na sukces w świecie rocka był podany na tacy. Wystarczyło skopiować to, co robiły amerykańskie grupy takie jak Nirvana, Pearl Jam, Soundgarden, Stone Temple Pilots czy Alice In Chains i było się „na czasie”. Szykujący się do debiutu Brytyjczycy z Oasis mieli jednak swoją wizję przebojowego gitarowego albumu na miarę połowy lat 90-tych. Mroczne utyskiwanie na życie zamienili na zarozumiałą, pełną wigoru jego afirmację. Uważani przez depresyjnych Amerykanów za flegmatyków Wyspiarze pokazali, jak czerpać radość z egzystencji na debiutanckim albumie „Definitely Maybe”, obchodzącym właśnie 25 urodziny.
Całą karierą ryzykowali członkowie zespołu Maanam, gdy w 1984 roku odmówili występu na spotkaniu Komunistycznej Młodzieży z Polski i ZSRR w Sali Kongresowej warszawskiego Pałacu Kultury. Na zlocie obecny był między innymi mający wkrótce zostać premierem Związku Radzieckiego Nikołaj Ryżkow, natomiast Kora wraz z kolegami z zespołu sympatyzowali raczej z Solidarnością i Lechem Wałęsą. W konsekwencji władze PRL-u zakazały emisji utworów Maanamu w radiu i telewizji. Zakaz ominięto w prosty sposób. Notowane wysoko na liście przebojów radiowej Trójki kompozycje zespołu zastąpiono zapętloną partią samej perkusji z „To tylko tango”.
Jak się bawicie? – pyta po polsku zgromadzoną w krakowskiej hali publiczność Rob Trujillo. Basista Metalliki jest jak zawsze w świetnym humorze, ale i wyraźnie poddenerwowany. Za chwilę podejmie się karkołomnego dla obcokrajowca zadania śpiewania po polsku. I to jednego z najsłynniejszych utworów w historii polskiej muzyki rockowej. W dodatku na scenie przed ponad dwudziestoma tysiącami polskich fanów.
Włoscy piosenkarze i tenorzy, brytyjscy i australijscy spece od rocka progresywnego i elektroniki, amerykańscy raperzy i skrzypacze, fińscy wrażliwcy i niemiecki skrzypek. Oto zaledwie niewielki wycinek muzycznych atrakcji, które czekają polską publiczność w pierwszej połowie jesiennego sezonu koncertowego w 2019 roku. Ciężko sobie wyobrazić, by jakikolwiek fan muzyki na żywo nie znalazł w tym osobliwym zestawieniu czegoś dla siebie!
Nie na taki koniec zasługiwało Led Zeppelin. Ich ostatnie wspólne dzieło, album „In Through the Out Door”, odzwierciedla dysfunkcjonalność muzyków zarówno na płaszczyźnie coraz trudniejszego współistnienia w zespole, jak i tą będącą skutkiem personalnych tragedii. Efekt końcowy jest równie spektakularnie niechwalebny, co okoliczności śmierci perkusisty, Johna Bonhama. 40-sta rocznica wydania albumu to dobra okazja, by przyjrzeć się bliżej tak jego zawartości, jak i trudnemu procesowi powstania.
Okoliczności powstania największego przeboju w karierze T.Love są znamienne. Przebywający na zarobkowej emigracji Muniek Staszczyk dał upust swojej tęsknocie za domem pisząc większość na wskroś lokalnie patriotycznego tekstu znajdując się w położeniu, które dla wielu z patriotyzmem się kłóci. Przede wszystkim jednak utwór zaczął powstawać w momencie, w którym T.Love nie istniało i nic nie zwiastowało nadejścia lepszych czasów. Tymczasem to właśnie pierwsze wersy „Warszawy” miały dać w nieodległej przyszłości początek odrodzonemu zespołowi i przeobrazić się nie tylko w najlepszy utwór w jego dorobku, ale i w jedną z najbardziej szanowanych kompozycji w historii polskiej muzyki w ogóle.
Mówi się, że trzecia płyta zespołu jest jego najważniejszą, a przynajmniej, jeżeli chodzi o początki kariery. Wśród wielu tuzów świata rocka i metalu ten pogląd sprawdziła się doskonale, czego przykładem mogą być Metallica, Megadeth, czy nawet Faith No More. Do tego grona można zaliczyć Testament i jego „Practice What You Preach”, który był dla amerykańskiej załogi właśnie „tym trzecim”.
Trzy dekady temu ukazał się album, który na zawsze wrył się w historię polskiego metalu – „Ostatni Wojownik” polskiej legendy, zespołu Turbo. Warto przybliżyć okoliczności powstania tej płyty i przypomnieć sobie, że swego czasu ostro namieszała, a w pewnym momencie mogła także (jej anglojęzyczna wersja) zapewnić naszym rodakom niesamowity sukces. Dlaczego się nie udało?
Historie początków karier muzycznych wielkich zespołów rzadko są usłane różami. Na ogół jednak te znaczone cierpieniem i niekończącymi się trudnościami opowieści zmierzają do happy endu: albumu, który z miejsca zdobył serca rzeszy fanów i po latach uważany jest za kultowy. Debiutancki album Red Hot Chili Peppers, który właśnie obchodzi swoje 35 urodziny, nie miał tyle szczęścia.
Powstanie przełomowego w karierze AC/DC albumu „Highway to Hell” poprzedził poważny konflikt między zespołem a wytwórnią, która zmusiła grupę do rozbicia rodzinnego interesu i wielkiej zmiany personalnej, przed którą bracia Young bronili się ze wszystkich sił. Ostatecznie zmiana się dokonała i wyniosła AC/DC do światowej, mainstreamowej czołówki rockowej muzyki. Oto turbulentna historia powstania jednej z największych płyt w historii.
Aktualności









